Ziemniaki Hasselback

Ziemniaki Hasselback

10 maja 2018 o 13:51

   Na temat historii tego niezwykle prostego, a przy tym fantastycznego dania niewiele mogę powiedzieć. Może poza krótką informacją, że tak podane ziemniaki to szwedzka kuchnia. Leif Elisson postanowił pewnego razu urozmaicić nieco – podawane w restauracji, w której pracował – pieczone ziemniaki, ślicznie je nacinając w poprzek. Dodatkowo polane masłem, posypane bułką tartą i drobno posiekanymi migdałami, upieczone na złoty kolor stanowiły naprawdę kuszącą propozycję. Efekt znakomity, o czym każdy może się sam przekonać. W domowych warunkach. Nie trzeba specjalnie jechać do Szwecji, ani też włóczyć się po restauracjach, chociaż i jedno i drugie zapewne jest ogromną atrakcją. Mnie chodzi o to, że w każdej chwili, gdy tylko najdzie nas ochota, możemy to sobie sami zrobić, znikomym wręcz kosztem.

   Możemy. Pod warunkiem jednak, że będziemy mieć pod ręką pyszne, ładne, równe, podłużne i smaczne ziemniaki. Najlepsze są ze skórką, więc dobrze, aby i skórka była bez uszkodzeń. Skórka nie jest konieczna, lecz ziemniaki wyglądają w niej zdecydowanie rozkoszniej. Po prostu. Nie upierajmy się, jeśli jest gruba, brzydka, i ciężko ją domyć, tylko po prostu obierzmy. Jeśli tylko mamy dobre ziemniaki. Czyli uroda do przeskoczenia. Równe zarówno w sensie gładkości, jak i mniej więcej wielkości. Bez wżerów wszelkiej maści. Bez śladów po turkuciach. Bez plam i kiełków. Gładź. Dlaczego podłużne? Bo najpiękniej wyglądają. Bo łatwo się je nacina, więc nacina się równo. Bo w końcu równo się upieką. Wybieram ziemniaki na tak zwanego „czuja”, czyli po prostu po wyglądzie. Niewiele jest jeszcze miejsc, gdzie ziemniak jest opisany, nie mówiąc już o jego gatunku. Robiąc Ziemniaki Hasselback szukam tych o delikatnie żółtym miąższu. Wiem, że będą się doskonale do tego nadawać. Z tego co załapałam chwilę temu, to gatunek B lub BC. Nie są to wodniste ziemniaki, ale też i ni są takie, że jak chcemy sprawdzić stan upieczenia widelcem, to się nam nie rozpadną. I o to tutaj biega.

   Kilka uwag rzeczowych – każdy może do swojej wersji dodać takie przyprawy (lub mieszanki przypraw) jakie tylko lubi. Mogą być to zioła suszone, choć ja uwielbiam gdy są świeże – ze względu na moc aromatyczno-smakową, jak i ze względu na kolor. To wyjątkowe danie o wielu twarzach. I to co lubię w takich ziemniakach – można podać same, można jako dodatek do smażonych mięs. Lub pieczonych na grillu. Tym bardziej, że ziemniaki można upiec, zawinąć w folię aluminiową, i spokojnie odgrzać na ruszcie. Choć nie da się ukryć, że wyjęte z piekarnika nie potrzebują niczego więcej. Lub prawie niczego. Młody uwielbia je z twarożkiem. Takie specyficzne pyry z gzikiem. Ja wolę jednak solo. Tym razem dodałam kilka ząbków czosnku, co okazało się być wybitnym dodatkiem. Szkoda tylko, że te kilka, to nie cała główka. Albo dwie – według Ukochanego. Jak iść, to po całości. No i co zrobić? Chyba zapamiętać, i dodać następnym razem więcej. Znacznie więcej. Pozwolę sobie napisać główkę, i przepraszam Was za to małe przekłamanie, lecz naprawdę było go za mało. Polecam też liczyć po 2-3 ziemniaki na osobę. Mam na myśli średnie ziemniaki.

   Aaa…  muszę wrócić. Dostałam w prezencie drobne płatki chili wymieszane z wędzoną i słodką papryką, odrobiną brązowego cukru i płatkami suszonych pomidorów. Użyłam tej mieszanki, ale wiem, że w Polsce ciężko będzie dostać. Wiem też, że każdy osobno składnik jest w każdym markecie. Jak mi się skończy, to spróbuję odtworzyć, jednak już bez dodatku cukru. Po prostu nie uważam, aby był konieczny. Pomyślałam sobie, że podając nazwę przyprawy, warto i składniki. Jakby co, to nawet zamiast gotowca użyć mieszanki: chili, papryki i wędzonej papryki, już pomijając pomidory – w proporcjach, jakie nam najbardziej odpowiadają.

 

Ziemniaki Hasselback

 

2-3 średnie, podłużne ziemniaki na osobę (czyli u nas 9 sztuk),
5 dag masła,
1 liść laurowy,
1 łyżka posiekanego, świeżego rozmarynu,
1,5 łyżeczki czarnego pieprzu ziarnistego,
1,5 mieszanki Southwest sweet`n smoky (McCormick),
1,5 łyżeczki mieszanki soli z rozmarynem i chili (lub grubej soli morskiej),
¾ łyżeczki mielonego, suszonego czosnku,
3 łyżki oleju,
1 główka czosnku.

 

   Ziemniaki wyszorować bez obierania, osuszyć. Masło stopić, dodając umyty i osuszony listek laurowy. Zdjąć z ognia i odstawić na 10 minut. Po tym czasie wyjąć laur i ułożyć na spodzie formy do zapiekania. Nagrzać piekarnik do 200°C.

   A w międzyczasie naciąć ziemniaki w poprzek na cienkie plasterki, nie przecinając do końca. Aby sobie rzecz ułatwić, polecam ułożyć na desce do krojenia dwie pałeczki do chińszczyzny, pomiędzy nie wsadzić wzdłuż ziemniaka i pokroić. Pałeczki będą stanowiły ten jakże znaczący ogranicznik dla noża, nie pozwalając mu, czy też nam na nawet przypadkowe przekrojenie.  Gotowe ułożyć w formie do zapiekania, nie bacząc na leżący w niej listek. Dorzucam też do niego gałązkę rozmarynu, już bez listeczków.

 

   Do masła dodać rozmaryn i wymieszać. Za pomocą pędzelka posmarować nim ziemniaki, wciskając co jakiś czas pomiędzy płatki trochę rozmarynu. Pieprz grubo potłuc w moździerzu, wymieszać z mieszanką przypraw i solą (w razie gdy nie jest z młynka, to również rozetrzeć ją w moździerzu). Posypać mieszanką ziemniaki również starając się, aby znów  trochę wpadło pomiędzy plasterki. Pomiędzy ziemniakami ułożyć podzielony na pojedyncze ząbki czosnek i na koniec skropić oliwą.

   Piec około 40-50 minut, po czym włączyć termoobieg z górną grzałką i piec jeszcze 5-10 minut. Czas zależny będzie od wielkości ziemniaków, i stopnia zrumienienia, jaki chcemy osiągnąć. Wyjąć, posmarować masłem z dna formy i podawać. Z jakąkolwiek sałatą, ogórkami, pomidorami. Nie ma znaczenia czy będzie ona ze śmietaną, czy też z winegretem. I oczywiście z pieczonym czosnkiem.

 

Ewa

  • 5
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
    6
    Udostępnienia


2 thoughts on “Ziemniaki Hasselback”

  • Jak zwykle… prostota ujmująca, opis surowca i dodatków niezwykle rozbudowany w pięknej, prawie poetyckiej stylistyce; czytając z każdym kolejnym zdaniem ślinotok, zwłaszcza przed kolejnym posiłkiem dnia…. wzrasta niewyobrażalnie; kiedy młody adept gotowania czy pieczenia zabiera się do wykonania tegoż „kartofelka” , zwyczajnie brakuje mu wiedzy… jak ciąć ten kartofelek… że nie powiem… podpowiedzi na usprawnienie nacinania lub cięcia (bo tu nie wiemy)kartofelka, a co dopiero kilku. Tak się składa, że telefonowała pewna smakoszka kartofelków wszelkich, pytając mnie o technikę krojenia… czy do końca i jak to zrobić by nie poprzecinać kartofelka na fragmenty. Zapytałem… gdzie wyczytała recipe… ?!
    Pozdrawiam z wiedzą, że kartofelki tak zrobione są rewelacyjne. Samem kilkakrotnie to uczynił… oczywiście, żrąc do utraty kontroli nad ilością.

    • W godzinę po telefonie zaglądnąłem na świat od kuchni i wpadłem w lekką sumitację; moja niezwykle miła i utytułowana znajoma… profesorka uniwersytecka, nie doczytawszy do końca (technologia bardzo dokładna) wpadła w panikę, łapiąc za telefon do znajomego „eksperta” od nakrawania ziemniaczków. Dawniej w takiej sytuacji mówiło się… przepraszam, zwracam honor!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *