Przypiecki

Przypiecki

 

     Ostatnimi czasy czas młodości ziemniaczanej zdecydowanie się przedłużył. Jeszcze przyszłoby nam poczekać ze dwa miesiące na wykorzystanie ich – jakże wytęsknionych. A tak… już swobodnie możemy przerabiać wśród izraelskich czy marokańskich płodów. Smakiem co prawda różnią się nieco od naszych, ale gdy nie można się ich doczekać, sięgamy z nadzieją odświeżenia codziennego menu. Rzadko, bo rzadko… ale jednak czasami się na takie skusimy i my. Rzadko właśnie ze względu na smak. Niemniej jednak świetnie nadadzą się do zrobienia przypiecków  – dlatego o tym wspominam.

   Przygotowując takie ziemniaczki, staram się wybierać malutkie, bo cieszą oczy na talerzu. Takie złote kuleczki… Należy wybierać ziemniaki bez zielonych naleciałości. Tu nie da się niczego nożem odkroić. Tak naprawdę – nasze młode mają to do siebie, że zielenią się paskudnie, a ja je po prostu wyrzucam. Bez szemrania. Trudno. Obieram je z tylko z tej cieniutkiej skórki, którą jedynie młode posiadają. Pewnie każdy z nas ma swój sposób na to, ale dla mnie najłatwiejszą metodą jest wrzucenie ich do garnka z zimną wodą i delikatne zdzieranie nożykiem. Koniecznie w rękawiczkach. Wybieram żółte ziemniaczki, z których mam wrażenie skórka schodzi najłatwiej, a same ziemniaczki nie rozsypią się w trakcie obróbki termicznej (sama nie wiem jak to nazwać – smażeniem czy duszeniem?). Obieranie to najbardziej żmudna część przygotowania.

   Przypiecki są potrawą mojej Babci Marysi. Dusiła je na maśle specjalnie dla mnie, bo każde wakacje starałam się spędzać u niej. Poza tym wiedziała, że je uwielbiam. Uwielbiamy. Bo czasami była tam i moja siostra, która z kolei częściej jeździła do Babci Józi. W każdym razie my błogo spędzałyśmy wakacje pod wiejskimi lipami, gdzie – na jakiejkolwiek rozstawionej desce – Babcia serwowała nam swoje pyszności. Do przypiecków kwaśne mleko w kubkach –  przekładane łyżką, bo wlać się nie dało. Babcia ten prowizoryczny stół przykrywała nam zawsze czystym i wyprasowanym obrusem. A lipy pachniały… Ten zapach do końca życia mi chyba zostanie.
Przypiecki były pierwszym daniem Babci, które koniecznie musiałam odtworzyć, aby zaserwować Ukochanemu. Obecnie przy ogólnym zachwycie wszystkich domowników i znajomych, robię je zawsze, gdy tylko się da. Żałując, że nikt nie pozna tego specyficznego nastroju, pierwotnego miejsca i mimo wszystko czasu… Tego wszystkiego po prostu z Babcią.

 

 

Przypiecki

1,5 kg małych, młodych ziemniaczków,
5 dag masła,
sól,
fura sałaty ulubionej,
kefir może być z ziołami.

   Ziemniaki umyć i delikatnie obrać z cieniutkiej skórki. Opłukać i wrzucić do czystego garnka z grubszym dnem –  nie emaliowanego. Bez wody. Ma być jej tyle, ile nam „wpadnie” przy okazji wrzucania, czyli prawie nic.

   Garnek postawić na średnim ogniu, dodać masło, posolić, przykryć i trzymać do momentu, aż cała woda wyparuje. Trzeba uważać, aby tego momentu nie przegapić, bo się mogą szybko przypalić. Zmniejszyć ogień niemal do minimum i trzymać pod przykryciem, aż ziemniaczki się zrumienią. Można garnkiem delikatnie wstrząsać, ale łatwiej będzie przewracać ziemniaki łyżką. Wręcz bardzo delikatnie, tak aby ziemniaków nie rozwalić. Oczywiście jak się rozwalą, to nadal będą pyszne, ale wygląd będzie nieco inny. Przypiec je ze wszystkich stron w miarę równo.

   Podawać z zieloną sałatą. Przyrządzoną tak, jak lubimy. Do tego kefir… i prawdziwy odlot. Pasuje do ziemniaczków każdy rodzaj mięsa z grilla lub smażonego w ulubiony sposób. W zasadzie też pasują do nich wszystkie warzywa. To takie super uniwersalne pyszne ziemniaki.

 

  • 7
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    7
    Udostępnienia


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *