Pasta Śledziowa

Pasta Śledziowa

6 Września 2018 o 14:44

– Kupiłem śledzie.
Jest to szczególna forma oznajmująca, bowiem z dodatkowym, oczekującym podtekstem. Oczekującym na aplauz. Na uznanie wielkie. I przede wszystkim na reakcję w kuchni. A tym razem cisza… Pani ma relaks.
– Słyszałaś? Bardzo ładne śledzie kupiłem. Straszną mam ochotę.
Doceniam niezmiernie wyjścia Ukochanego na zakupy, szybkimi zwane. I nie jest ważne jak długo na nich jest. Ważne jest to, że nagle się okazuje, iż do tej lodówki, co to mamy ją opróżnić w celu dokładnego odświeżenia nagle prócz śledzi muszę zapakować ponad kilogram mielonego mięsiwa, plus udka drobiowe, plus rozbite już kotlety. Sobota. Zajęcie się znalazło – koniec relaksu. Tylko… po co aż tyle tego wszystkiego?
No cóż. Kotlety trzeba zamrozić. Zabawa przy drobiu i mięsie, których nie zamrożę, bo dużo stracą. Kurczaka trzeba zrobić dzisiaj, a mięso przydałoby się zrobić dzisiaj. Wniosek jest prosty.
– No to będziesz je musiał zrobić sam.

   Obraził się. Wiadomo, że jak on ma na coś ochotę, to mnie nie pasuje. Jak nie, to nie. Zrobi sobie. Bez łaski. I takie tam… Standard. Śledzi nie zrobiłam. Śledzie nie zostały zrobione wcale. Ot, nazajutrz Ukochany przysiadł do śniadania ze śledziami „au naturel” – oczywiście mam na myśli stan, w którym je kupił, czyli po prostu marynowane śledzie w oleju. Smaczne same w sobie. Zawziął się i chciał pokazać, że da radę. Khmm… Nie dał wszystkim. Zostawił trzy filety. Że niby dla mnie, bo Młody nie miał ochoty. Znaczy wypiął się. Że niby standard.

   Prawdę mówiąc, też jakoś nie śledzie były mą zachcianką. Lubię, nawet bardzo, lecz może akurat nie tak. Być może gdyby komuś się chciało zrobić w śmietanie. Albo jeszcze inaczej. Na przykład… w postaci pasty. Taki serek. Nie. Zrobiony twarożek lepszy jest bez śledzia. Raczej może do śledzia. A właśnie się kończy, i wiem, że za chwilę go już nie będzie, bo Młody sobie nie daruje. Poza tym przecież nie mam ochoty na śledzie.
Pasta… Pasta… Pasta…

   Tak. Doszłam do wniosku, że jak nie spróbuję, to mnie będzie męczyło. Wzięłam się za pastę. Zważyłam to co zostało – aby mieć się na czym oprzeć. Oczyściłam jedynie z plasterków przyklejonej cebuli, bowiem z niczego więcej oczyszczać nie trzeba było. Piękne, mięsiste fileciki. Dostępne w każdym sklepie. Polecam kupione na wagę. W każdym razie pasta powstała, i… nikt nie miał ochoty jej spróbować. Poza mną oczywiście. Porażka na całej linii? Jak to? Przecież bardzo smaczna.

   Naprawdę smaczna wyszła. Wieczorem, w porze kolacji Młodego zaczęła znikać. Ukochany raczył spróbować na poniedziałkowe szybkie śniadanie, po czym zadzwonił, czy będzie szansa, że jak wróci po pracy, to coś jeszcze zastanie. Moje śniadanie – kromeczka z pastą śledziową i wędliną. Świetny zestaw. Potem świeżutki chlebuś, jeszcze cieplutki… z samą pastą. Z czystego łakomstwa. Potem Młody z pracy, i z pytaniem na ustach „gdzie ta pasta?”. I już wiem, że jestem w domu. Że wciąż to co mnie, smakuje i moim Chłopakom. Nawiasem mówiąc pasty wychodzi dosyć dużo. Wystarczająco dużo, aby dla Ukochanego zostało.
Właśnie mi wpadło do głowy, że do krakersów będzie ekstra.

 

Pasta Śledziowa

20 dag śledzi marynowanych w oleju (3 średnie filety),
10 dag miękkiego masła,
2 jajka,,
2 łyżki posiekanej natki pietruszki,
pieprz.

 

   Jajka wsadzić do garnka z wrzącą wodą (do wody dodaję 1 łyżkę octu winnego). Gotować 10 minut, ostudzić chwilę w zimnej wodzie, po czym obrać. Wystudzić całkowicie.

   Śledzie pokroić na kawałki, przełożyć do miski rozdrabniacza i drobno posiekać. Dodać masło i pokrojone na mniejsza kawałki jajka. Rozdrobnić ponownie na jednolitą pastę. Wyjąć ostrze rozdrabniacza, dodać posiekaną natkę pietruszki i doprawić pieprzem. Spróbować i ewentualnie doprawić. Śledzie dla mnie są na tyle słone, że soli nie dodałam, jednak jeśli komuś będzie jej brakowało – doprawić i solą.

   Podawać z pieczywem lub krakersami. Nie gryzie się z wędlinami, ani też pomidorami czy papryką – pysznie smakuje zwłaszcza z pieczoną.

Ewa

  • 2
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
    3
    Udostępnienia


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *