Masło szałwiowe

Masło szałwiowe

25 stycznia 2017 o 20:12

   Dawno temu… Naprawdę było to dawno, i tyle czasu nie mogłam się za to zabrać, że aż wstyd. Zdjęcia przypominały mi o tym, co nie napisane a często robione. Tak więc dawno temu – anno domini 2015 – odwiedziłam Bratostwo moje na ich włościach. Nikusia na wstępie zapytała, czy aby nie chcę jakichś ziół – jakkolwiek by to nie miało zabrzmieć. Nic zdrożnego. Gdy zaczęła wymieniać co jej, i jej Cioci po sąsiedzku rośnie na grządkach, tak uśmiech mój robił się coraz większy. Rozmaryn. Szałwia. Mięta. Lawenda. Lubczyk. Bazylia. I pachnąca pietruszka. Wszystko najświeższe jak to możliwe. Jak można na proste pytanie „Chcesz?” odpowiedzieć, że nie? Nie ma takiej możliwości, abym zainteresowana nie była. I ona o tym dobrze wiedziała.
   Zaopatrzona w ostry nóż, poprowadzona w bajeczne miejsca zabrałam się do zrywania. Bukiecik coraz bardziej różnorodny rósł błyskawicznie w dłoniach. Już mi się marzyło zrobić to, i to, i tamto. Szałwia… Jak smakuje masło szałwiowe? Ciekawa jestem. W duchu zaklepałam sobie to, czym teraz dopiero się dzielę.
   Oj… muszę się przyznać, że przysiadłam przed netem i szukałam na naszych stronkach netowych takiego masła. Niby znalazłam, ale… Nie o takie mi chodziło. Są przepisy na klarowane masło, którym zalewa się szałwię. A mnie się marzyło takie zwyczajne, Do smarowania. Czy też do kawałka sporej porcji mięsa z grilla. Chociaż raczej na odwrót. Trzeba było samemu się wysilić i zrobić. I tak oto jest. Bardzo wyraźne w smaku, ale niesamowicie wyborne. Oczywiście zostało użyte do mięsa w postaci zwieńczenia dzieła, czyli ułożenia zimnego plasterka masła na usmażonym na grillowej patelni mięsie (czas pokaże, kiedy podzielę się przepisem) – to jednak tylko w części. Reszta została zjedzona z pieczywem. Naprawdę fantastycznie smakuje, gdy się nim posmaruje chleb czy bułki, po czym wyłoży plastry ulubionej wędliny. W gruncie rzeczy nawet i ona jest zbędna, ale nie da się ukryć, że pasuje do całości.
   Przepis powielony kilka razy. Dostarczycielem takiej prawdziwej i niesamowicie aromatycznej szałwii ostatnimi czasy stał się Paweł. Bardzo za te nasze doznania smakowe Wam dziękuję. Parę razy obiecywałam sobie, że na towarzyskiego grilla zrobię owo masło, ale co zrobić, że posiadaczką ziółek robię się właśnie na tym grillu. A nie wcześniej. Paweł stojąc przy palenisku ze szczypcami w rękach tylko rzecze: „Ewcia, wiesz gdzie… idź i urwij sobie”. No i jak tu nie skorzystać?

 

Masło szałwiowe

  8 dużych liści świeżej szałwii,
  1 spora szalotka,
15 dag miękkiego masła,
  1 łyżeczka drobno startej skórki z cytryny,
  1 łyżeczka soku z cytryny,
    sól, pieprz.

   Cytrynę przed starciem skórki porządnie wyszorować, sparzyć i osuszyć. Szałwię i obraną szalotkę umyć, osuszyć i wrzucić do rozdrabniacza. Drobno posiekać. Dodać masło, startą skórkę i sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem do smaku. Pieprzu dodaję około ¼ łyżeczki. Oczywiście świeżo zmielonego. Posiekać ponownie, zgarniając ze dwa razy to, co zostanie na ściankach miski rozdrabniacza. Wszystko powinno równomiernie się w maśle rozprowadzić.

   Gotową mieszankę wyłożyć na płat folii spożywczej, zwinąć formując wałek średnicy około 4 cm i wsadzić do lodówki do czasu, aż stwardnieje. Wyjąć, odwinąć i pokroić w plasterki grubości 7-8 mm. Cieńszych się nie opłaca, grubsze gorzej wyglądają. Kroić tuż przed użyciem i układać na kawałku usmażonego i gorącego mięsa, prosto z grilla. Gdy ma być użyte jako smarowidło do pieczywa – przełożyć do miseczki, szerokiego słoiczka lub ulubionego pojemnika, i nie schładzać w ogóle. Albo wyjąć z lodówki odpowiednio wcześniej, aby łatwo dało się rozprowadzić.

Ewa

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *