Ekstrakt Waniliowy

Kiedyś po prostu będąc we Francji wzięłam sobie i kupiłam słoiczek. Nieduży, ale jednak wydajny – było nie było dodawało się tej esencji wanilii pół, a w porywach szału całą łyżeczkę. Nie pachniało to to nadzwyczaj pięknie samo w sobie, ale dodane do czegoś, rozchodziło się delikatną nutką. I tak łyżeczka po łyżeczce… W zeszłym roku Mąż mi przywiózł tym razem z Wysp. Trochę większy słoiczek, ale tym razem nie żałowałam sobie. Nie oszczędzałam po prostu. Zamiast cukru waniliowego – odrobina ekstraktu. No i przyszedł czas, kiedy to denko coraz bliżej było. Sięgnęłam do rezerw przepisowych – tym razem do Clotilde i jej Chocolate & Zucchini. To według jej przepisu. Odczekałam jedynie 8 tygodni i cieszę się nową i świeżą dostawą od jakiegoś już czasu. Bo każdy może sobie sam zrobić stosunkowo niewielkim kosztem pełnowartościowy, prawdziwie waniliowy ekstrakt.
Cytując Clotilde – potrzebne są tylko 2-3 laski wanilii i trochę wódki lub rumu by mieć radochę. To prawda. Sięgając jednak po alkohol zwróćmy uwagę na fakt, że ekstrakt możemy systematycznie sobie uzupełniać, dolewając do słoika ten rodzaj, którego użyliśmy na początku – wstrząsając całością. Ja dałam wódkę, bowiem ma dwa plusy – nie ma żadnych dodatkowych aromatów, i jest u nas w kraju dostępna wszędzie. Dolać świeżą partię najlepiej jest wtedy, gdy zużyje się 20% ekstraktu, przy czym ważna uwaga – wykorzystując laskę wanilii do czegokolwiek, dobrze jest ją potem opłukać i wsadzić do słoika. Gdy użyjemy samych ziarenek, to już absolutnie żadnych problemów nie ma. Nie wyrzucamy, bo to zbrodnia – ale frrru do reszty. Tak więc warto każdą „wolną” laskę dodać, a gdyby się zdarzyło, że będzie ich dużo… wyjąć, osuszyć koniecznie i zasypać cukrem lub herbatą. Albo zalać oliwą – swoją drogą świetna do sałatek lub ryb. Jedna laska, a tak dużo znaczy… Że długo? No cóż… Ja zalałam i pojechałam sobie na wakacje – przynajmniej na jakiś czas zapomniałam o sprawie. Lecz naprawdę warto tyle czekać.

 

Ekstrakt Waniliowy

3 małe laski wanilii (lub 1,5 dużej),
250 ml rumu lub wódki

Słoik o pojemności nieco większej zalać wrzącą wodą i odłożyć na 10 minut. Wylać wodę. Zakrętkę wrzucić do wrzącej wody, po czym wyłowić za pomocą widelca i osuszyć kładąc na ściereczkę.

 

   Ostrym nożem przekroić laski wanilii wzdłuż i w poprzek na pół. W poprzek po to, aby zmieściły się w słoiku. Zalać alkoholem, zakręcić słoik i dokładnie wstrząsnąć. Schować w chłodnym i ciemnym miejscu, ale nie do lodówki. Odstawić na 8 tygodni, wstrząsając raz lub dwa razy na tydzień. Lub jak się sobie o tym przypomni. Z upływem czasu mieszanina będzie coraz ciemniejsza…
Używać do woli.

Ewa

 

  • dodano: 26 lutego 2012 23:29

    Hej hej hej… Tak się bałam, że o mnie zapomniałaś ;P. I jak fajnie Cię tu zobaczyć. Mika ściskamy Cię wszyscy serdecznie. A teraz do sedna sprawy. Muszę powiedzieć jedną rzecz… Kiedyś kupiłam sobie we Francji ekstrakt waniliowy. Różnił się od tego znacznie, bowiem był bardzo gęsty, ale było go malutko. Dodawało się w porywach szału po łyżeczce do jakiejś rzeczy – ciasto, krem, sos… Na samym początku zapach lekko zatykał, ale rozkładało się to w całości i… niewiele go było czuć. Ale było – taką lekką nutką. Leciuteńką. No ale skończyło się. Znany Ci ze swojej dobroci niezmiernej 😉 mój mąż był służbowo w Londynie (ech…) i przywiózł mi stamtąd trochę większą buteleczkę tegoż ekstraktu. Muszę Ci powiedzieć, że pachniał dokładnie tak samo jak ten zrobiony i czuć go było też tak samo – leciuteńką nutką ledwie wyczuwalną. Nie wiem dlaczego 2 łyżki (duża w końcu ilość) nie [podziałały. Może smażone ciasto za bardzo jest mocne w smaku samo w sobie? Sprawdziłam też skład oryginału (przelewam do tej buteleczki bo jest wygodniejsza niż słoik) – prócz zagęszczonego ekstraktu waniliowego zapewne zagęszczonego jest woda, alkohol 35% i… cukier. Pachnie identycznie, alkohol dałam 40%, ale smak wanilii jest tylko z lasek. Cukru nie ma, ale nie wpływa chyba na moc ekstraktu. Zapewne wpływa jedynie ten zagęstnik, choć jak mówię – mam wrażenie, że czuć je tak samo. Przykro mi strasznie.

    autor Ewa

  • dodano: 16 lutego 2012 16:58

    2 grudnia zrobiłam, dziś pierwszy raz do pączków użyłam – dwie spore łyżki i …. nic mi nie pachnie, niestety. Laseczek włożyłam więcej niż w przepisie, sam płyn fajnie pachnie, ale to wszystko. Pozdrawiam

    autor mika

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *