Ciasto francuskie zrolowane Therbii (wersja II) i Paluszki z parmezanem

Dzień dobry – bo dawno mnie nie było. Sporo przez ten czas się wydarzyło i wcale nie mam na myśli faktu, że wszyscy jesteśmy o rok starsi. Jak to w życiu… Niemniej jednak z tych miłych nowości: jestem bogatsza o nowy sprzęt kuchenny ze stronki Doradca Smaku, który właśnie do zrobienia ciasta wykorzystałam. To ciasto jest wyśmienite – robię je od lat w nieco innym robocie według receptury Therbii. Przepis poprzedni znajdziecie na mojej starej stronce, czyli „Świat od kuchni”. Zdecydowanie prostsze i szybsze, ale w niczym nie ustępujące robionemu tradycyjną metodą. Fakt – trochę chłodzić się musi, ale czas jest zminimalizowany absolutnie. Natomiast jego wykorzystanie zależeć będzie od tego na co mamy ochotę.
Chciałam pokazać zrobienie ciasta krok po kroku, bo ono wydaje się każdemu bardzo skomplikowane, i zniechęca. Potrzebujemy jedynie odrobinę mąki, masła prawdziwego, bardzo zimnej wody i szczyptę soli. Wodę proponuję wsadzić na jakiś czas do lodówki – pomoże to bardzo. Niestety mój błąd – miałam tym razem zważyć ciasto po zrobieniu i… zapomniałam. Ogólnie można przecież dodać sobie wagę – wyjdzie około 40 dag. I nie to, żebym dodać nie umiała, ale ciasto zyska na ciężarze gdy trzeba je będzie mąką podsypać i oprószyć.

 

paluszki francuskie (20).JPG

Ciasto francuskie zrolowane Therbii

15 dag mąki + odrobina do podsypania,
15 dag masła,
szczypta soli,
75 ml lodowatej wody.

Masło pokroić na kawałki i wsadzić do zamrażalnika na 15-20 minut.
Wrzucić składniki do miski robota z końcówką do zagniatania kruchego ciasta, zamknąć wieko i miksować chwilkę na małych obrotach, po czym zwiększyć do dużej. Powinny być widoczne kawałki masła w posklejanym, miękkim cieście. Wyłożyć na oprószony blat, delikatnie obtoczyć w mące i rozwałkować na prostokąt. Nie musi on być idealny, czyli równy. Zrolować wzdłuż dłuższego brzegu, po czym z wałka uformować grubego ślimaka. Owinąć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na 30 minut.
Po tym czasie wyjąć i ustawić ślimaka na sztorc na lekko oprószonym mąką blacie, spłaszczyć dłonią i rozwałkować na pożądany kształt. Wyłożyć nim formę lub foremki, lub pociąć wg uznania. Foremki z ciastem należy wsadzić jeszcze do lodówki przed wypełnieniem farszem. Piec wg przepisu, z którego korzystamy.

paluszki francuskie (1).JPG
paluszki francuskie (2).JPG
paluszki francuskie (3).JPG
paluszki francuskie (5).JPG
paluszki francuskie (6).JPG
paluszki francuskie (9).JPG
paluszki francuskie (10).JPG
paluszki francuskie (11).JPG

Paluszki z ciasta francuskiego z parmezanem i papryką wędzoną

Z przygotowanego ciasta zrobiłam paluszki, bo prawdę powiedziawszy zrobiłam to ciasto z czystej ciekawości – czy wyjdzie. Paluszki są szybkie i chyba najprostsze. Poza tym pyszne. Nadają się do zjedzenia bezpośrednio, ale pyszne do czystych zup lub zup kremowych. Barszcz, rosół do picia (z czosnkiem na przykład), pomidorowy krem… jaka nam się zamarzy.
Tym razem zależało mi na równym prostokącie (tak mniej więcej), więc złożyłam dodatkowo ciasto jak przy klasycznie robionym – w kopertę, po czym na ten prostokąt właśnie rozwałkowałam. Nie dbając o idealne krawędzie. Można jednak wyrównać je ostrym nożem.

 

paluszki francuskie (18).JPG

1 porcja ciasta francuskiego,
1/2 szkl. startego parmezanu,
papryka wędzona,
odrobina białka,
gruba sól morska.

Nagrzać piekarnik do 200°C. Blachę wyłożyć arkuszem pergaminu.
Gotowe ciasto rozwałkować na cienki prostokąt. Na jednej połowie – wzdłuż dłuższego brzegu – rozsypać starty ser, posypać papryką i przykryć pustą częścią ciasta, składając je na pół. Ostrym nożem (świetne jest proste radełko – czyli nie karbowane) pokroić na paseczki szerokości 1 cm. Posmarować lekko rozbełtanym białkiem i posypać grubą solą. Przełożyć na blachę. Piec około 20 minut.

paluszki francuskie (12).JPG
paluszki francuskie (13).JPG
paluszki francuskie (15).JPG
paluszki francuskie (16).JPG

Ewa

 

  • dodano: 28 stycznia 2014 17:59

    Zbyszku – francuz to wielka rzecz, i ogromnie smaczna. Pod warunkiem, że się nie – kolokwialnie mówiąc – spieprzy. A ja spieprzyłam swoje dwa pierwsze tradycyjne ciasta. Nie poddałam się jednak i dopiero za trzecim razem znalazłam książkę, gdzie było nieco inaczej robione. Różnica minimalna w cieście podstawowym. Cieszyłam się, i… robiłam do czasu. Tradycyjne, składane i chłodzone, wałkowane i składane… I apiać od nowa. Wyrastało, pachniało i błogo się przedstawiało. Aż tu nagle znalazłam to ciasto. Szast prast i jest. Kurcze… nie widzę różnicy. Robię je już chwilkę i wciąż nam smakuje jednakowo. Wciąż jest maślane, wyrośnięte i z tysiącem listków. No może mniej… Robię zarówno słodkości, jak i wytrawne przekąski. Nie mówię, że tradycja jest zła – trzeba jednak do niej mieć serce i nie bać się. Wydaje mi się, że mnie tego nie brakuje, ale nie podam innego, bo nie chcę, aby ktoś mi zarzucił, że mu nie wyszło i tylko stracił składniki. Tu chyba nie ma szans na to. Zawsze wychodzi :). A ostatnio kupiłam sobie książkę z ciastami francuskimi w roli głównej. Mam nadzieję, że uda mi się trochę skosztować. Pozdrawiam serdecznie – Pana Mariana również 🙂

    autor Ewa

  • dodano: 28 stycznia 2014 2:36

    Metoda, rzeczywiście na skróty, no ale skoro skuteczna… ! Uczył mnie klasyki francuza znany w Poznaniu cukiernik Marian Weber. No, jest troszkę roboty, ale też i efekt ‚listkowania ‚ciasta’ wspaniały! Wspomnę, jedną z gotowanych na zamówienie imprez w domu klienta! W programie było consomme pomidorowe z vol-au-vent z farszem cielęcym. Zgodnie z podstawowa zasadą wygrzałem nastawiony na full piekarnik i włożyłem ułożone na blasze elementy vol-au-vent. Kiedy zajrzałem po jakimś czasie, krew odpłynęła mi do nóg. Ciasto prawie skwierczało, lśniło topiącym się masłem, ino nie… rosło! Piekarnik nie osiągał nawet 160 st.C. Jako, że uchodzę za mistrza improwizacji, ‚dopiekłem’ resztę ciasta, które swój smak w końcu miało i to niezły, po czym wyszprycowałem różyczki ciepłego farszu na skwierczące ciasteczka, przykryłem plaskatą czapeczką i tak podałem. Okazało się, że biesiadnicy uznali to za normę, smaczną niebywale! Dzisiaj w dobie doskonałych piekarników taka wpadka nie miała by miejsca. Korzystając z pracowni mojego przyjaciela Mariana, raz na kwartał robię francuza z trzech kilo masła, tnę na porcje i zamrażam. Wykonanie każdej formy z tego ciasta to już kwestia tylko fantazji kulinarnych. Pozdrawiam 😉

    autor zbyszekusowski

    blog: www.artsmak.blox.pl

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *