Paluszki z rozmarynem

Postanowiłam jednak, że zanim podzielę się następnym risotto… wrzucę kolejne paluszki. Tak jakoś wyszło. Ale te są nieco inne. Bardziej chlebowe i mięciutkie. Ot takie delikatne mini mini bułeczki. Można z jajkiem na miękko, można z pasztetem czy z sałatką. Można zapakować do torebki i wziąć na piknik – ostatnimi czasy coraz modniejszy. Ale to chyba dobrze. Przypominają się stare czasy, gdzie wypady za miasto wiązały się z odpowiednimi przygotowaniami, zapakowanymi ślicznie przygotowanymi przekąskami, koszykami, piękną pogodą i miłym towarzystwem. Dlatego nie mam nic przeciwko takim spędzaniu czasu, a długi weekend przed nami.
Świeży rozmaryn musi być. Zachęcam do poświęcenia kilku złotych na kupienie doniczki z ziółkiem, które zawsze można przesadzić do większej i wystawić na balkon – jeśli się go ma (zazdroszczę) – lub nawet przesadzić do ogródka – oczywiście… jeśli się go ma. Ten tu przybył do Polski prosto z Włoch, przeżywając spokojnie trudy podróży i kilka dni wcześniejszych, gdy został po prostu kupiony. Jego zapach i smak jest tak fantastycznie intensywny, że suszonym niestety nie da się tego nadrobić.
Paluszki tym razem króciutkie – to aby nudno nie było :). Oczywiście można zrobić dłuższe, można nawet niczym grissini na długość całej blachy. To zależeć będzie tylko od Waszego widzimisię. Jednak jedna uwaga – pokrojone po uformowaniu wałeczków na jednakowej długości kawałeczki i po przełożeniu na blachę nie będą idealnie równe. Niektóre kawałki trochę się kurczą, ale mnie to akurat cieszy. Fajnie wyglądają, choć trzeba się liczyć z tym, że dłuższe znikną jako pierwsze ;).

 

paluszki z rozmarynem (10).JPG

Paluszki z rozmarynem

50 dag mąki tortowej,
szczypta cukru,
300 ml ciepłej wody,
2 dag drożdży,
1 łyżka smalcu,
2 gałązki rozmarynu,
oliwa e.v.,
sól,

Rozmaryn umyć, dobrze osuszyć i drobno posiekać. Odłożyć na bok.
Rozpuścić drożdże w 250 ml ciepłej wody razem z cukrem. Przesiać mąkę do miski lub miski robota z plastikowymi nożami, zrobić dołek i wlać do niego zaczyn. Wymieszać delikatnie z odrobiną mąki i odstawić na 15 minut. Po tym czasie dodać smalec i 2 szczypty soli. Zagnieść całość – ręcznie wyjmując zagniecione ciasto z miski i wyrabiając przez 10 minut, lub w robocie – dodając w razie potrzeby resztę ciepłej wody, aż do uzyskania jednolitego i elastycznego ciasta.

 

paluszki z rozmarynem (4).JPG

 

Dodać pod koniec wyrabiania rozmaryn – robiąc w mikserze należy wyjąć ciasto z miski. Dokładnie zagnieść aby równo się rozłożył.
Uformować ciasto w kulę, posmarować odrobiną oliwy, wsadzić do miski, dokładnie obtoczyć, przykryć i odstawić na 2 godziny, aż podwoi swoją objętość.

 

paluszki z rozmarynem (7).JPG

Wyjąć ciasto na blat, pokroić na 4 części i z każdej uformować wałeczki średnicy 1,5 cm. Pokroić na długość 5-6 cm. Przenieść na natłuszczoną blachę, posmarować oliwą i delikatnie posypać solą. Piec w nagrzanym do 200°C piekarniku przez 20-25 min. Powinny pozostać jasne, miękkie i przez to delikatne.

 

paluszki z rozmarynem (14).JPG

Ewa

 

  • dodano: 03 maja 2014 19:14

    Rozczuliła mnie Twoja troska o transparentność przepisu i zdjęć. Miarka w centymetrach i calach! Ale przypomniałaś mi również, o podobnych wypiekach, czynionych moimi rękami w końcu lat 60-tych. Było to robione dla częstych i wielu gości w mojej chałupie w podpoznańskiej Kobylnicy. Świeży i suszony rozmaryn przywiozłem z tourne po Italii. Świeży rozmnożyłem ( a może sam się rozmnożył) w dużej skrzynce drewnianej (plastików nie znano). Gotowałem do tego duży garnek bulionu ze starych kurek, które wycofane z kurnika jako nieprodukcyjne dostawałem darmo! Trwało to pieczenie z dwa, trzy lata, aż mi sie znudziło i zacząłem wypiekać paszteciki z różnymi farszami. Pamiętam do dzisiaj recepturę na ciasto: kilo mąki, dwie kostki masła, 10 deko drożdży (w ówczesnym handlu były pół kilowe kostki, sprzedawczyni porcjowała), prawie litr mleka, 2 jaja całe, 3 żółtka, łyżeczka cukru do drożdży. Ciasto było prymitywnie proste, a wszechstronne. Nie trzeba było czekać na wyrośnięcie, o leżakowaniu można było zapomnieć! Wtedy też, z lenistwa opracowałem sposób na łączenie masła z mąką. Mroziłem lekko masło, tarłem do miski z mąką na dużych oczkach jarzyniarki, co chwila maczajac tarkę i masło w mące. Potem drożdże, chwila wyrabiania i po robocie! Wychodziły doskonałe maleńkie bułeczki, rogale, mini chlebki no i oczywiście paszteciki. Był nawet taki czas, gdzie w każdą niedzielę rano piekłem bułeczki, z połowy składników! Nie musiałem śpiochów wyciagać z łóżek, przyłazili do kuchni z prośbą o chociaż jedną bułeczkę! Piszesz o piknikach! Przez ostatni okres gdański, od majowego weekendu do końca września, wyjeżdżaliśmy na całoniedzielne poznawanie woj. Pomorskiego i Warmii i Mazur. Poznałem, prawie na starość, przepiękny kawał Polski! Ale najważniejsze, poza walorami poznawczymi, były dla mnie przygotowania kosza piknikowego. I to była najpiękniejsza, już w sobotni wieczór i wcześnie w niedzielny poranek, przygrywka do dwóch, a nawet trzech posiłków w trasie! Brakuje mi tego ogromnie! Nie mam z kim poznawać, dla kogo sprawiać smakołyków do piknikowego kosza! Mnie samemu ostatnio wystarcza zaspokojenie głodu! Pozdrawiam

    autor zbyszekusowski

    blog: www.artsmak.blox.pl

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *