Grissini Erici Liverani

Grissini Erici Liverani

10 Kwietnia 2019 o 20:09

   Wczorajszy wpis na Bigę był takim moim małym preludium do dzisiejszego wpisu. Co prawda dzisiaj też odeślę Was z gościnną wizytą na inną stronę, lecz podróż ta będzie pełna konkretnych smaków i aromatów. Zaproszę Was na stronkę Erici Liverani będącą zwyciężczynią włoskiego Master Chefa w 2016 roku no i autorką książki kulinarnej „A piccoli passi la mia cucina stagionale” czyli „Małymi kroczkami moja kuchnia sezonowa”. Oczywiście sama Erica jest Włoszką. Pełną pasji i pomysłów, co nie znaczy, że tradycyjna kuchnia jest jej obca. Grissini przecież to tradycyjne, wiekowe już pieczywo, które dzisiaj na całym świecie jest bardzo popularne. Ja je szalenie lubię, chociaż w rzeczy samej Grissini bardzie j jest dla mnie przekąską – notabene bardzo wciągającą. A po ten przepis sięgnęłam właśnie do niej.

   Erica nie podaje przepisu na Bigę, ale zakwas do wykonania paluszków będzie konieczny. A skoro można go (zakwas) zamrozić, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamrozić go w odpowiednich porcjach. Tak sobie pomyślałam. Fakt… pewnie szybko by nam bokiem wyszły, gdyby przyszło nam wykorzystać go jedynie do tego celu. A przecież przepisów z Bigą jest mnóstwo. Co do paluszków, to z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że jest to najlepszy przepis na Grissini, jaki wypróbowałam. Przyznaję, że czytając przez chwilę miałam wątpliwości, czy aby dobrze zrozumiałam. Czy to, co widzę na zdjęciach, to ta sama metoda wykonania, którą Erica się dzieli? Bo wydawałoby się… Ale w końcu nie ma nic do wydawania się, ale do robienia ściśle według instrukcji. No i chwała Bogu, że tak zrobiłam. Jednej rzeczy jedynie żałuję, chociaż wcale nie tak do końca. Moje (w sensie zrobienia) paluszki są nieco grubsze. Pierwszą blachę zrobiłam cieniutkich, ale też się przestraszyłam, że takie wątłe zdążą się za bardzo wysuszyć. Piekłam krócej, bo mój piekarnik należy do tych mocniejszych. Niestety przyznać się muszę, że nie zdążyłam zrobić im zdjęcia, bowiem jakoś tak od niechcenia… zjadłam. Jeden za drugim. W trakcie pieczenia pierwszej partii reszta już sobie wyrastała spokojnie. Po ptakach. Kolejną blaszkę piekłam dokładnie 15 minut, trzymając się więc dolnej granicy czasu. Zmieściły mi się ledwo na 3 blachach, przy czym musiałam kilka razy robić wolną przestrzeń pomiędzy nimi. Na szczęście wyrastały już bardziej w piekarniku, robiąc się okrąglutkie w swojej talii, bez przyklejania się wzajemnie. Rozkosznie. Niestety nie policzyłam na sztuki, myślę jednak, że będzie mi to wybaczone.

   Zrobienie Grissini może wydawać się skomplikowane, lecz zapewniam, że nie ma w nich nic trudnego. Chociaż zajmują trochę czasu. Rozłożonego na tury, ale zawsze. Czas przy cieście drożdżowym zawsze wymaga cierpliwości, więc nikogo to nie zdziwi. Robiąc już konkretne paluszki bardzo szybko nabiera się wprawy. I tak polecam: w ostatniej fazie ułożyć ¼ ciasta na blacie odcięciem do góry (reszta niech czeka pod przykryciem), rozwałkować i kroić w pionie – jeśli rozwałkuje się je bardziej w poprzek, to utworzony prostokąt będzie niższy, a rozciągane już paluszki będą cieńsze. Rozciągam je na długość blachy, lecz oczywiście to zależeć będzie od Waszych preferencji. Ich długość nie ma znaczenia. W przeciwieństwie do smaku, który dla mnie jest wyborny. Posypać możemy tym, co lubimy. Ja pierwsze posypałam mieszanką maku, sezamu i kminku, bo taka mieszanka pozostała mi po bułeczkach. Wykorzystałam. Resztę posypałam makiem i odrobiną sezamu. Erica poleca też do tego celu semolinę czyli kaszę mannę, lecz akurat jej nie mam. Trudno. Następnym razem spróbuję.

   Aha… drożdże pozwoliłam sobie rozpuścić w wodzie, i w takim stanie wlałam do miski. Erica po prostu je dodaje razem z resztą składników.


Grissini

500 g mąki (tortowej),
  30 g Biga,
  15 g smalcu,
  45 ml oliwy e.v.,
250 ml ciepłej wody,
  10 g świeżych drożdży,
    9 g soli (1,5 płaskiej łyżeczki) – dodać pod koniec wyrabiania,
          kasza manna, mak, sezam do posypania,
          oliwa e.v. do smarowania,
          tłuszcz do blachy lub pergamin.

   Do miski przesiać mąkę. Drożdże rozpuścić w wodzie i razem z pozostałymi składnikami (bez soli) dodać do mąki. Zagnieść ciasto i wyrabiać przez 10 minut. Można w robocie z końcówką w formie haka – wyrabiać na średnich obrotach również przez 10 minut. Pod koniec wyrabiania dodać sól (tak mniej więcej przed ostatnimi 2 minutami). Ciasto wsadzić do miski (lub wyrabiając w robocie zostawić w misce, wyciągając hak), przykryć i odstawić na 20 minut.

   Wyjąć na czystą powierzchnię i rozwałkować na prostokąt – nie podsypując więcej mąką na żadnym etapie – i złożyć dłuższy bok na 3 części (portfelowo) . Przykryć ściereczką i folią spożywczą, odstawić na 20 minut do wyrośnięcia.


   Podzielić ciasto na 4 części. Pracując przy jednej, resztę trzymać  pod przykryciem. Rozwałkować na grubość 8 mm – będą to małe prostokąciki. Powierzchnię posmarować oliwą i posypać tym, na co mamy ochotę. Pokroić (genialnie sprawdza się proste radełko lub nóż do pizzy) na paski grubości 1 cm, po czym każdy pasek rozciągać delikatnie jednocześnie skręcając wokół własnej osi (świetnie się to robi w powietrzu). Ułożyć na natłuszczonej lub wyłożonej pergaminem blasze, przykryć i odstawić na 20 minut do wyrośnięcia.

   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 200°C. Piec przez 15 – 20 minut, aż lekko się zrumienią.


Ewa

  • 8
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *