Długie Bułeczki

Mogłabym napisać – niczym solodrągi. Kto ich nie zna, ten wiele stracił ;). Mogłabym… ale bułki jedynie kształtem przypominają tamte. Co prawda zawsze można posypać je solą i tak powiedzieć, ale chciałam zaznaczyć, że i tak te będą znacznie delikatniejsze. Ja oczywiście posypać kilka musiałam – dla każdego było coś fajnego. Fajne dla Młodego jest to, że nic na nich nie było, a my z Połówką podzieliliśmy się bułami z kminkiem i czarnuszką. I właśnie dlatego było pysznie.
Powiem szczerze. Kiedyś – dzięki bodajże szukania przepisu Gary`ego Mehigan – znalazłam się na fajnej stronce, na której przeczytałam co nieco na temat dziwnej (dla mnie, bo nieznanej do tej pory) bazy. Bazy chlebów i bułek. Nie umiem tego przetłumaczyć dosłownie, dlatego więc baza u mnie bazą pozostanie. Przepis spisany na kartce gdzieś mi był umknął… ale się znajdzie. Pewnie znów przez przypadek. Po prostu wiele rzeczy spisuję – te, na które mam ochotę – ale potem różnie bywa… Kartka się znajdzie pewnie w jakiejś książce, bo w tej chwili jest zakładką. Mam taką nadzieję.
Wracając do bułek. Są niezwykle delikatne i sprężyste – co zapewniać ma owa baza. Jeśli to dzięki niej tak się dzieje, to beznadziejne jest to, że tak późno na nią wpadłam ;). Zrobiłam te buły i pomyślałam sobie, że muszę spróbować i na słodko. I znów plany… Tylko być może tę delikatność zawdzięczają po prostu masłu i jajkom. Wszystkie wypieki robione z nimi są przecież delikatniejsze. Och… Mam nadzieję, że jednak wystarczy Wam moje słowo, że bułki wyszły pyszne.

 

 

Długie Bułeczki

Baza:
125 ml wody,
2,5 dag mąki.

50 dag mąki,
1 łyżeczka soli,
2,5 łyżeczki drożdży instant,
2 jajka,
100 ml ciepłej wody,
7,5 dag masła o temp. pokojowej,
1 żółtko do posmarowania,
kminek, czarnuszka, gruba sól do posypania.

 

   W małym rondelku wymieszać wodę z mąką. Mieszać na małym ogniu do momentu, aż całość po prostu zgęstnieje – bez gotowania. Zdjąć z ognia, przykryć i wystudzić.
Do miski robota kuchennego (lub oczywiście zwykłej miski) przesiać mąkę. Dodać sól i drożdże i wymieszać. Dodać jajka i przygotowaną bazę (w normalnej misce dobrze jest zrobić dołek i w nim umieścić te składniki). Wymieszać i przez wlew dodawać stopniowo wodę. Dobrze wyrobić ciasto, po czym dodać pokrojone na mniejsze kawałki masło. Ciasto wyrabiać najpierw na małych, a następnie na dużych obrotach przez kilka minut. Ręcznie niestety bawić się około 10 minut, wyrabiając je na blacie. Powinno być gładkie i sprężyste. I elastyczne bardzo. Przełożyć do miski, przykryć i odłożyć na 60 minut.

 

   Ciasto odgazować, wyjąć na blat i podzielić na 8-10 kawałków. Podzieliłam na 10, ale bułeczki mogłyby być większe. Uformować kulki i rozwałkować na prostokąty. Najpierw na długość – jaka nam odpowiada (będzie to długość bułeczek), po czym na szerokość. Zwinąć w rulonik i ułożyć na natłuszczonej lub wyłożonej pergaminem blasze. Przykryć ściereczką i odłożyć do wyrośnięcia na 30 minut.
W tym czasie nagrzać piekarnik do 190°C. Żółtko rozbełtać w miseczce i posmarować nim wyrośnięte bułeczki. Posypać ulubionymi dodatkami i wsadzić do piekarnika. Piec około 15 minut.

Ewa

 

  • dodano: 12 lipca 2012 12:25

    Nie wierzę… ;). Nie. Inaczej. Zbyszku!!! Mikołajki?!!! Jak? Więcej pytań mam do Ciebie niźli by tu wypadało. Jak kiedyś odwiedzisz moje miasto to z uśmiechem mam nadzieję będziesz jadł nasze pieczywo. Słyszałam wiele opinii na jego temat – same pozytywne. Tak więc dorównać temu pieczywu to sztuka ;). Tak poważnie to domowe pieczywo zawsze smakuje jakoś tak inaczej. Ostatnio zrobiłam bułeczki razowo-kiełkowo-otrębowo-pszenne. Albo odwrotnie. Muszę dopracować, bo bułeczki gorące pyszne, ale na drugi dzień stały się lekko gnieciuchowate (pewnie takie były od samego początku), co nie znaczy, że zjedzone nie zostały. I o dziwo… Młody w życiu nie powiedział tyle razy „rewelacyjne te bułeczki” – nawet na dzień następny. Buły raczej nie bułeczki, ale to nie ma znaczenia. Wolałabym jednak, aby były bardziej puszyste. Boję się, że nadmiar dodatków tak uczynił. Nic… będę próbowała, bo smak wart jest tego.

    autor Ewa

  • dodano: 02 lipca 2012 22:42

    Jak dobre pieczywo, wyciągnięte prawie prosto z pieca może stanowić atrakcję stołu posłuże się wspominkiem z moich imienin, w latach półek z octem. Udało mi się dostać 60 dkg szynki (jeszcze tej prawdziwej, rzec by – zwyczajnej), kilka buteleczek 0,25 śmietany, a reszta była efektem skrzętnie robionych zapraw letnio- jesiennych. Na przyjęciu było około 15 gości, Upiekłem około 120 bułeczek. Do tych bułeczek szło maslo z cięzko wystanej śmietanki, 60 dag szynki i……..dżemy, powidła, pasty serowo – jakieś tam! Achów i ochów nie było końca. Wszyscy sie najedli czymś, czego w domu nie mieli. Tak więc, Twój opis konsumowania rodzinnego takiego pieczywa jest dla mnie zrozumiały. Od przeszło dwóch miesięcy żyje w Mikołajkach, gdzi tylko jeden chleb jest zjadalny, o bułeczkach trzeba zapomnieć – niejadalne, aczkolwiek smakowite z wyglądu, jak większość jedzenia plastikowego. Ale skoro jest gotowy i sprawdzony przepis, a dostęp do doskonale urządzonej kuchni, z super piecem wypiekowym również,. już jutro, pójdą na sniadanie bułeczki. pozdrawiam Zbyszek

    autor zbyszekusowski

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *