Chleb pszenno-razowy

Ten chleb jestem winna kilku osobom. Winna podarowania w formie bochenka, a nie przepisu, jednak w końcu z ponad rocznym poślizgiem postanowiłam się w Wami nim podzielić. Po prostu przyszedł czas na niego. A ja pomimo podzielenia się przepisem cały czas pamiętam, że mam zobowiązania.
Ten chleb… robię dosyć często. W domu robię jeden mały bochenek, ale jeśli gdzieś wychodzimy, to wtedy robię z podwójnej ilości – w dużym koszyku. Zabierając ze sobą niestety zwracam na siebie uwagę. I jestem pewna, że robiąc go… zrobicie to samo. Nie wiem ile już razy pachniało nim w domu. Nie wiem czy było coś, z czym jeszcze chleba tego nie jedliśmy. Za każdym razem cieszy i nastraja do rozmów o nim. Zmienił poniekąd swój wygląd od tego pierwszego razu. Zaczynałam od nacięć na powierzchni, chcąc nadać mu nieco rustykalny wygląd. Ostatnio daruję sobie i nie robię. I przez ten brak nacięć Mąż już kilka razu usłyszał, że kłamie… bo chleb został po prostu kupiony. Że to niemożliwe… Oczywiście następuje weryfikacja. „Ewa, czy to prawda, że sama piekłaś?”. Sama. Samiuteńka.
Smak smakiem, ale pewne niedowierzanie jest. „No dobra… ale jak zrobiłaś te rowki?”. No właśnie. One same się zrobiły. Bo mam koszyki. Dostałam od Madzi i Bodka i służą genialnie. Kupili w młynie, więc podejrzewam, że w takich miejscach swobodnie można kupić. A koszyki to w zasadzie połowa sukcesu. Tylko czy aż? Nie umiem powiedzieć. Chleby z nich naprawdę wyglądają jak z obrazka. Jak z piekarni. Można obejść się bez nich, tracąc na wyglądzie. Można jednak wsadzić ciasto do dużej miski, ale musi być mocno oprószone w tym momencie od spodu mąką, aby do tej miski się nie przykleiło.
Jeszcze małe uwagi – tu na zdjęciach dwa pierwsze bochny. Te małe z pojedynczej porcji. Jeden gładki, drugi wybulony. Dlaczego? Wyrzucając ciasto z kosza na blachę, wypadł mi bochenek z ręki. Trochę zdeformował się na wstępie, ale nie poprawiałam. I tak bardzo mi się podoba, że pomimo następnego razu już bez wpadek, i tak bardziej podoba mi się wybulony. Raz… jedyny raz taki piękny wyszedł. Każdy jest ładny, ale ten był właśnie po prostu piękny. W dodatku pękł wzdłuż jednego z nacięć… To taki drobiazg.
Ważniejsze jest to, że musicie nastawić się na długie czekanie. Chleb robiony jest na chłodnej wodzie – to znaczy o temperaturze pokojowej – i wyrasta w lodówce. Przez 4 godziny. Choć nie tylko. Zaczynam jednak rano, i tak też proponuję. Uda się na bank. Zachwyci i wyglądem i smakiem. Długo utrzymuje świeżość. Zamiast mąki razowej można użyć orkiszowej lub po prostu żytniej. Wszystkie wersje są pyszne. I wszystkie sprawdzone. Daję po prostu taką, jaką mam, lub też jaka mi się wyciągnie. Więc przy okazji można sobie i to zmieniać wg upodobań.

 

chleb razowy (11).JPG

Chleb pszenno-razowy

45 dag mąki pszennej,
5 dag mąki razowej (orkiszowej lub żytniej),
300 ml wody o temp. pokojowej,
1 dag świeżych drożdży,
5 dag zakwasu,
1 czubata łyżeczka soli,
1 dag masła (niepełna łyżka),
1 czubata łyżeczka mielonego kminku,
mąka do oprószenia.

Drożdże rozpuścić w 50 ml wody. Do miski robota z plastikowymi nożami przesiać mąki, dodać pozostałe na sitku otręby, sól, kminek, masło, rozpuszczone drożdże, zakwas i resztę wody. Całość wyrobić na jednolite i gładkie ciasto. Przełożyć na oprószony mąką blat, uformować kulę i wsadzić do miski. Przykryć i odłożyć na 45 minut do wyrośnięcia.

 

chleb razowy (5).JPG

W tym czasie przygotować koszyk, oprószając go mocno mąką. Wyrośnięte ciasto odgazować i przełożyć do koszyka. Wierzch lekko oprószyć mąką, przykryć ściereczką i arkuszem folii spożywczej (nie odwrotnie, bo folia się przyklei i ciężko będzie ją oderwać). Koszyk z zewnątrz dobrze jest również owinąć folią – aby ciasto nie wyschło (tak wolę). Wsadzić do lodówki na 4 godziny.

 

chleb razowy (20).JPG

Pod koniec wyrastania nagrzać piekarnik do 230°C z metalową miseczką z 1 szklanką wody. Blachę wyłożyć pergaminem lub oprószyć otrębami. Można też po prostu natłuścić (też wszystkie wersje sprawdzone). Gdy piekarnik się nagrzeje wyjąć chleb z lodówki, szybko wyłożyć na blachę odwracając koszyk, ewentualnie zrobić kilka nacięć na powierzchni i wsadzić do piekarnika. W początkowej fazie chleb oklapnie, ale podczas pieczenia się podniesie. Zmniejszyć od razu temperaturę do 210°C i piec około 50 minut. Gdyby rumienił się za bardzo – przykryć pod koniec arkuszem folii spożywczej. Piekę tyle samo normalny i duży bochenek – ten z podwójnej porcji. Zdjąć z blachy i wystudzić na kratce, aby odparował.

chleb razowy (12).JPG

chleb razowy (15).JPG

chleb razowy (13).JPG

Ewa

 

  • dodano: 28 listopada 2013 11:14

    Witam. Wyrośnięte ciasto należy nacisnąć dłonią. Jedynie po to, aby uszedł z niego nadmiar powietrza, który podczas tego wyrastania tam się zgromadził. Pozwoli to otrzymać jednolity miąższ w chlebie, bez zbędnych wielkich dziur. Pozdrawiam i ja bardzo serdecznie :).

    autor Ewa

  • dodano: 26 listopada 2013 14:31

    Trzeba przyznać, że wygląda przepysznie taki chleb 🙂

    autor Ejss

    blog: http://exupery.bloog.pl

  • dodano: 26 listopada 2013 13:20

    Witam. Piękny ten chlebek 🙂 i z pewnością jest pyszny, gratuluję. Mam pytanko (cyt.: „Wyrośnięte ciasto odgazować i przełożyć do koszyka. „) co znaczy: ciasto odgazować? Jak mam to rozumieć, tzn. co zrobić? Pozdrawiam serdecznie.

    autor Gość

  • dodano: 31 października 2013 18:20

    Krysiu już kilka razy sobie obiecałam, że muszę – bo zatęskniłam. Brak czasu… Naprawdę. Ale wdepnę może dzisiaj późnym wieczorem, a jeśli mi się to nie uda to jutro po powrocie z odwiedzin. Nie mam czasu nawet na wpisy, a zdjęć już kilka folderów ;). Zerknę na tę stronkę, bo towarzystwo już mi się podoba :). Przy okazji zobaczę co nowego mogę zrobić.

    autor Ewa

  • dodano: 30 października 2013 20:34

    świetnie wygląda ten chlebek. A może przyłączysz się Ewuniu z przepisem do listy wypieków „Na zakwasie i na drożdżach” http://zapachchleba.blogspot.com/p/na-zakwasie-i-na-drozdzach.html Ja tam prezentuję się tylko na drożdżach, ba na zakwasowe pieczywo za mało czasu mam. Czemu nie zaglądasz na forum ?

    autor krystyna9

  • dodano: 20 października 2013 15:18

    Świetny blog:) Jutro będę piekła swój pierwszy chleb.

    autor kinga

  • dodano: 18 października 2013 22:25

    Zastanawia mnie ostatnio fenomen pamięci smaków i zapachów z dzieciństwa. Chcę pisać o tym w moim nieszczęsnym bloxie, ale to potem. Chleb jest królweskim tematem, można w dobrym towarzystwie przegadać nie jedną godzinę! Jako że, pisząc o śledziach dodałem wątek z chlebem, tedy z przyjemnością przeczytałem Twój wpis i obejrzałem zdjęcia. Pierwsze zwłaszcza, ciekawe podobizną do ciasta francuskiego. Twój chleb, niewątpliwie jest doskonały w smaku ale i wygląd nastraja nostalgicznie. Piekę chleb wedle receptury mojego serdecznego przyyjaciela Włodka. Piekę go zwykle pod gości, którzy ostatnio zapomnieli mojego adresu, a więc rzadko! A poza tym…! Jak upiekę tylko dla siebie ( a robię z podwójnej porcji), to przerąbane, zjadam w tempie dobrej niszczarki biurowej, z samym masłem, popijając kawą zbożową z mlekiem! To taki zwyczaj (popijanie kawą) z dzieciństwa. Jak wróciło się z zabaw podwórkowych i bylo glodnym, mama zawsze mówiła… weź, posmaruj sobie chleba! A w dzbanku, ze specjalną sukienką termiczną z filcu, zawsze była świeżo ugotowana kawa zbożowa, no a mleko stało w śpiżarce, w trzylitrowej kance, przyniesione wczesniej od pani Pecowej, co to miała „najczyściejsze, najbardziej pachnące nleko”! Tyle tylko, że jeżeli nawet na mojej wsi mogę kupić niezłe świeże mleko (jedyny mały gospodarz posiadający jedna krowę; prawdopodobnie, jak starsza pani gospodyni zemrze, mleko się skończy, wzrośnie natomiast podaż wołowiny!) to chleb z dzieciństwa jest nieosiagalny. W moim rodzinnym mieście był to chleb o nazwie Nałęczowski. Taki bardziej pszenny. Rewelacyjny! Wracając z piekarni nie mogłem się oprzeć pokusie obrywania ciepłego jeszcze i napychania sie tym cudem piekarskim! Udało mi sie nawet zdobyć, z podręczników o piekarnictwie, recepture tego chleba! Niestety, mimo kilku prób, mój Nałęczowski nie był taki jak ten z dzieciństwa. Myśle, że w procesie technologicznym chleba z przed laty, ważką role odgrywała technologia samego wzrostu i wypieku, jako że ja piekę w piekarniku elektrycznym, bez parownika, a tamten był pieczony w piecu opalanym drewnem z przegrzaną technicznie parą. Mam nadzieje, że kiedy dorwę się do dobrego pieca konwekcyjnego, podejmę proby! Może się uda! Pozdrawiam

    autor zbyszekusowski

    blog: www.artsmak.blox.pl

  • dodano: 15 października 2013 15:51

    Niestety normalnie nie widziałam w żadnym sklepie. A szukałam. Dlatego Magda widząc takie w młynie bez wahania wzięła dla mnie. Są świetne. W necie zobacz tutaj: http://e-maka.pl/akcesoria-do-wypieku-chleba/koszyki-rozrostowe-do-chleba – myślę, że cena niezła. Właśnie zachorowałam na podłużny ;).

    autor Ewa

  • dodano: 14 października 2013 22:39

    boski ten Twój chleb ! ja dopiero zaczynam przygodę z chlebem, ale po wcześniejszych niepowodzeniach może jakoś pójdzie… jeden się studzi właśnie – wygląda ładnie, zobaczymy jutro czy będzie jadalny 🙂 A przy okazji – nie wiesz czy taki koszyk można gdzieś jakoś normalnie kupić ?

    autor Pyza

    blog: http://smacznapyza.blogspot.com/

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *