Česnečka

   Kiedyś powiedziałabym, że to czechosłowacka zupa. Dzisiaj muszę przyznać wyższość Czechom, bo to ich dorobek (chyba). Česneková polévka lub po prostu česnečka to oczywiście zupa z czosnkiem. Bywa z dodatkiem ziemniaków, bywa z dodatkiem jajka… Wersji jest po prostu kilka. Ta, którą chcę polecić to wersja Pawła – w postaci bulionu z grzankami, posypanego żółtym serem i zapieczonego. Na temat całości przeczytacie na blogu Pawła „Coś na ząb”. Od siebie dodam, że kiedyś zajadaliśmy się taką u Ewy i Romka (grill w środku zimy i jakoś rozgrzać towarzystwo trzeba było 😉 – pomysł niebanalnych gospodarzy), bo częstymi gośćmi bywali w tamtych rejonach i przywozili niesamowite ilości zupy… w proszku. Czyli w torebkach. Paweł proponuje wersję prawdziwą – od początku do końca zrobioną samemu. Oj… tak szybko z pewnością się nie robi, ale gwarantuję, że uzyskacie coś niepowtarzalnego. Rewelacja. Rzeczywiście rozgrzewa i cieszy zarówno oko, jak i podniebienie.
Rosół zrobiłam czysto drobiowy, bo drób mam w sklepiku na dole, i prawie o każdej porze dnia mogę sobie kupić odpowiednią ilość i to co chcę. Z wołowiną niestety tak łatwo nie jest. Nie było więc mieszanego rosołu, ale to naprawdę niech nikogo nie zniechęca do zrobienia. Rosół nie jest dla mnie tak esencjonalny jak mieszany, ale przecież domowy i pachnący. Grzanki zrobiłam na patelni bez tłuszczu – zrumieniły się same. Pomyśłałam sobie, że ilość tłuszczu w rosole jest wystarczająca, a mnie odpada dylemat – lepiej na maśle czy oliwie? Czosnek za to mam iście zjadliwy. Polski, mocny, jędrny. Czegóż chcieć więcej?
Jeszcze słów kilka na tematy poniekąd poboczne. Postanowiłam zrobić zupę, bo wiem że ją lubię. Mąż również, ale niestety siedział sobie gdzieś tam… w Radomiu zajęty innymi sprawami. Został Młody, któremu nie wiadomo – siądzie, czy też nie? Dawno przestałam się tym przejmować, że coś mu nie pasuje, ale drugiego obiadu gotowała nie będę. Więc siłą rzeczy wolałabym aby zjadł. W trakcie robienia grzanek przyszedł do niego kolega. Na szczęście… Głupia sprawa, ale zauważyłam, że są rzeczy, których sam od siebie nie jadł (lasagne, chleb z czosnkiem, jajka faszerowane czosnkiem, sałatka ryżowa), ale w towarzystwie równolatków – żeby chyba głupio nie wyglądało – sięgał po te dania i on. I wtedy nagle pretensje (mówię bardzo poważnie, choć one same w sobie są żartobliwe) – że dlaczego nie mówiłam, że to takie dobre, że dlaczego tak rzadko robię… i tych dodatkowych „dlaczego” zawsze się kilka znajdzie, ale te dwa muszą być. Na moje pytanie – a co ja w takich sytuacjach mówię, gdy nie chcesz jeść, bo… nie? słyszę, że za mało perswazji używam. Mając to na uwadze zaserwowałam zupę. Bez słowa wziął. Podał i zjedli. Niestety młodych ludzi przyszło więcej i zmuszeni zostali poczekać patrząc na jedzących, aż kolejna porcja grzanek będzie gotowa. Na szczęście nie każdy miał ochotę, bo wystarczyło jedynie na 3 kolejne porcje. Czyli po prostu nic nie zostało. Poza mięsem w garze. Wszystkim smakowało, a Młody był zachwycony. Znaczy lubi.
Przepis na zupę znajdziecie tutaj. Gorąco polecam – jest pyszna.

 

Ewa

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *