Bób z boczkiem i koperkiem

Jak co roku o tej porze niektórzy mają swoje święto bobowe. Powtarza się to w sposób cykliczny przez dosyć długi czas, więc choć lubię bób, to jednak w pewnym momencie się buntuję i mówię dość. Nudnie tak – wciąż ten sam smak, bo tak najszybciej i najprościej. Odrobina finezji? Mogę zapomnieć. Dlaczego?
No właśnie – dlaczego. Ano dlatego, że codziennemu dostarczycielowi bobu już nie chce się niczego innego zrobić, niźli wrzucenie na osolony wrzątek i ugotowanie. Zmęczenie. A może zbyt długi czas oczekiwania, aby poświęcić się trochę bardziej niż zwykle. A może po prostu wpojone od dziecięcych lat przeświadczenie, że bób tylko i wyłącznie w takiej postaci. Pewnie wszystkiego po trochu, ale nie do końca. Jak mam czas i ochotę, to jednak coś nowego z bobu udaje mi się zrobić, niemniej jednak w takich innych daniach bób ma sens jedynie obrany ze skórki. A to rzeczywiście wymaga czasu, delikatności i niestety poświęcenia. Co gorsza – zawsze wychodzi na to, że dłużej dane danie się robi, niźli zjada. Że wybornie smakuje? Dajcież spokój! A któż by tyle nad bobem stał…
No dobra – ja. Robię to dla siebie głównie. Gdy znudzi mi się niemal codzienny rytuał zaczynający się od „Zgadnij co kupiłem?”. Gdy bokiem mi wychodzi to samo jako wieczorna przekąska zamiast kolacji. Gdy już patrzeć nie mogę, i gdy nie chce mi się myć w kółko tego samego gara, z którego bywa w końcu i tak, że nic nie mam. Bo już… nie mogę. W momentach „niebytu” domowego odpoczywam trochę. Mam szansę zapomnieć na chwilę. Poniekąd odzwyczaić się. Powrót we wtorek wieczorem, a w środę po pracy zaraz w drzwiach „Zgadnij co kupiłem?” No nieeee!!! Czas na zmiany.
Otóż właśnie. Na stronce „Doradca Smaku” trafiłam na wyborny przepis. Bez specjalnego kombinowania i w miarę szybki. W miarę – bowiem jak zaznaczyłam wcześniej bób trzeba obrać. Za to smak… mmm… Jak ja lubię takie rzeczy. Bób naprawdę zupełnie inaczej smakuje, zupełnie inaczej też wygląda, i zupełnie zmienia się moje do niego podejście. Niewiele do zrobienia pysznego dania potrzeba, ale chęci własne muszą być docenione. Polecam gorąco, póki bób jeszcze jest. I nawet gdy nam się już przejadł, to z powrotem nam przyjdzie na niego ochota, gdy tylko wyląduje na talerzu. Oryginalny przepis znajdziecie tutaj.

 

bob z boczkiem (DS) (2).JPG

Ewa

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *