Paszteciki z cebulą i żółtym serem

Można się sprzeczać jeśli chodzi o nazwę dania. Dla mnie osobiście to raczej takie mini quiche, ale skoro tak jest w książce, z której skorzystałam, więc nie będę zmieniać. I nie to, żebym odżegnywała się uparcie od rzeczywistej nazwy, bo już na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie jest ważne jak sobie nazwiemy, ale to, co pod tą nazwą się kryje. A jest to pyszne. Zresztą i same paszteciki mogą być z różnymi nadzieniami, w różnym kształcie, i w różnym cieście. Więc może i ma to sens…
Po przepis sięgam już od długiego czasu do małej książeczki „z kuchennej półeczki” pt. „120 wypieków” Emmy Patmore. Od dawna cieszę się całą kolekcją, bo choć nie wszystko jest w moim guście, to jest tam wiele takich perełek. Pysznych i w gruncie rzeczy bardzo prostych do zrobienia. Tym razem chciałam się podzielić tym przepisem, który stanowić będzie nie tyle świetny dodatek do jakiejś zupy – jak to na prawdziwy pasztecik przystało – ale jako wstęp. Pięknie to brzmi w języku francuskim – entrée, chociaż przystawka też niczego sobie… W każdym razie cudownie się zgrywa z wytrawnym winem lub po prostu butelką zimnego piwa. Goście będą zachwyceni, a tak naprawdę niewiele nas to będzie kosztowało i zachodu, i pieniędzy.
Aby ewentualnie sprawę sobie ułatwić można nadzienie zrobić dzień wcześniej. Ciasto choć kruche tutaj nie wymaga w ogóle chłodzenia, ale jeśli nie będziemy mieli czasu, to też można zrobić wcześniej i przetrzymać w lodówce, pamiętając jednak, aby je znacznie wcześniej wyjąć z niej. Musi nabrać temperatury otoczenia. Można też – i tak polecam – upiec je dzień wcześniej i tuż przed podaniem odgrzać w mikrofalówce. Ale zaznaczam, że tylko wtedy, gdy będziemy mieli ogromną ochotę podać, a nie znajdziemy na nie czasu… Bo najlepsze są niemal prosto z piekarnika. Malutkie to to, ale sprawia wielką radość. I daje nam trochę czasu na zajęcie się daniem głównym bez poczucia winy, że goście głodni siedzą. Niestety musimy się nauczyć niewrażliwości na zaczepki typu „czy jest więcej?”.

 

quiche z cebula (3).JPG

Paszteciki z cebulą i żółtym serem

4 sztuki

3 łyżki oleju,
4 cebule,
4 ząbki czosnku,
4 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki,
7,5 dag  grubo startego żółtego sera (daję Goudę),
sól, pieprz.

Ciasto:
17,5 dag mąki,
½ łyżeczki soli,
10 dag zimnego masła,
3-4 łyżki zimnej wody.

Cebulę obrać, umyć i pokroić w cienkie plasterki. Czosnek obrać i drobno posiekać. Na dużej patelni z grubym dnem rozgrzać olej. Wrzucić cebulę i czosnek i smażyć mieszając na niedużym ogniu przez 10-15 minut. Cebula powinna zmięknąć bez rumienienia. Zdjąć z ognia, dodać posiekaną natkę pietruszki i wymieszać. Odstawić do przestudzenia i wymieszać ze startym serem. Doprawić solą i pieprzem.
Do miski przesiać mąkę i sól. Dodać pokrojone w małą kostkę masło i wymieszać opuszkami palców na kruszonkę. Stopniowo dodawać wodę zagniatając ciasto. Polecam zrobienie w misce robotą z końcówką do wyrabiania kruchego ciasta.
Nagrzać piekarnik do 220°C. Lekko natłuścić 4 foremki do tarteletek średnicy 8 cm (średnica spodów).
Ciasto wyjąć i podzielić na 4 równe części. Każdą z nich podzielić na dwie części – tym razem nierówne. Większe rozwałkować na krążki i wyłożyć nimi cienką warstwą tarteletki. Docisnąć do foremek, odciąć ewentualny nadmiar dodając te resztki ciasta do odłożonej mniejszej części. Wyłożyć do każdej ¼ nadzienia, rozkładając na całej powierzchni.

 

quiche z cebula (1).JPG

 

Resztki ciasta rozwałkować na krążki wielkości wierzchów foremek, przykryć całość, skleić brzegi dociskając i i kciukiem wzdłuż brzegu foremek zrobić lekkie wgłębienie. Robiąc je docisnąć ponownie brzeg. Na wierzchu zrobić po 3 dziurki za pomocą drewnianego szpikulca do szaszłyków, lub zrobić krótkie nacięcie nożem.
Piec przez 20 minut. Wyjąć i od razu ostrożnie wyjąć z foremek. Najlepsze podawane na ciepło.

 

quiche z cebula (7).JPG

Ewa

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *