Jarmużowe Pesto z Orkiszowym Spaghetti

Tak mnie nachodzi raz na jakiś czas bardziej potrzeba wykorzystania świeżego jarmużu niż wymyślania czegoś nowego i biegania specjalnie po składniki. Bo nic na siłę. Jedno oczywiście nie przeszkadza drugiemu, a wręcz przeciwnie – jest szalenie mile widziane u nas w domu. I jeśli tylko dostaję świeże pęczki, które dalej sobie rosną bo jak przeczytałam są mrozoodporne (nie wspominając o tym, że mrozy mamy ostatnimi czasy… niezwykle rzadkie) to staram się je wykorzystać nieco inaczej. No i tak mnie wzięło tym razem na pesto.
Kilka wersji mam za sobą, a ponieważ szalenie lubię niezależnie z czym podane, więc dlaczego nie spróbować z jarmużem? Plan się ziścił szybko. Cisza. Spokój. Pusta kuchnia. Zanim dojrzałam do pesto zrobiłam makaron. Czy zabawne jest to, że mąkę orkiszową przywiozłam z Węgier? Przesypując ją kiedyś do wielkiego pojemnika zostało mi trochę luzem – nie zmieściła się. Wtedy po raz pierwszy zużyłam ją właśnie do makaronu, choć było to tagliatelle. Proporcje mniej dokładne, jednak była to tylko próba – bardzo smaczna próba. Teraz już wszystko brałam na miarę i bardzo polecam. Nie jest to makaron czysto orkiszowy lecz jest mieszanką z mąką pszenną – tortową. Ja najczęściej używam tortowej niemal do wszystkiego. Makaron podobno robi się trudno. Nic takiego… Robiąc go zawsze można dodać trochę mąki lub ewentualnie wspomóc sobie wodą, gdyby całość nie dawała się porządnie zagnieść – nie wpływając nijak na smak. A smak domowego… ugotowanego al dente… Ech…
Zagniotłam więc szybko makaron w sporej ilości. Tak naprawdę w ilości czterech porcji a nie trzech, wiedząc – że się nie zmarnuje. Leży więc kula ciasta i dogorywa – to było proste. Teraz jednak inny problem. Jarmuż jest twardy i jeśli dodaję go do czegoś to z reguły króciutko podduszam lub przesmażam na maśle. Tu się nie da. Straci… Pozostało zwykłe blanszowanie. Jest ok. Ale następny problem – wszak pesto to mieszanka z dodatkiem pinii, migdałów bądź różnych orzechów. Trudno… Przemilczę. Wiem co robię. Migdały czy orzechy. Orzechy jakie? Nie przepadam za laskowymi, ale zostają pekany i włoskie. Eee… w nosie mam pekany – było nie było uwielbiam włoskie. Chwilka na patelni, pozbawienie gorzkiej skórki i staranie się nie podjadać. Kolejny składnik – Parmezan. W lodówce Grana Padano świeżutkie, jeszcze nie napoczęte – kupione zupełnie w innym celu. Ale, ale… W zamrażalniku mam kawałek Parmezanu. Nie wiem czy wiecie, ale te sery można mrozić. Wiem od koleżanki z Włoch i systematycznie to robię. Więc zaczęłam przekopywać zamrażalnik – mając pod ręką inny ser. A tu… Pecorino (tak… tak… wiem, że jest, pamiętam). Tylko gdzie ten kawałek. Ta końcówka prawie… Ufff… po ostatnich upychaniach wszystkiego gdzie się da jak najściślej z uwagi na braki miejsca, gdy mam już luzy to i tak wszystko zmieniające swoje miejsce nie wróciło z powrotem. Mam nadzieję, że to normalne. Jest – to najważniejsze. Oliwa bardzo dobrej jakości, lekko szczypiąca w język – i wszystko mam. Aaa… Jeszcze zwykły rozdrabniacz i już mam pesto. Wiecie co… wyborne pesto. Powiem tylko tyle, że zużyłam całość do makaronu, poza mniej więcej łyżką, którą po prostu zjadłam. Nie od razu… stopniowo. Po „jeszcze troszeczkę”. Polecam. Powiem, że drugi pęczek jarmużu mam obecnie w postaci zrobionego powtórnie pesto – wybornego do kromki chleba posmarowanej domową ricottą. Wystarczy tylko „chlusnąć” na wierzch, by zmienić zupełnie podejście do tematu.
Wracając jeszcze do spaghetti. Domowego spaghetti. Zjedliśmy świeżuteńkie a na wielkiej patelni zostało naprawdę sporo – czekając na Młodego. Obok w miseczce stojącej luźno na blacie jeszcze kilka orzechów i startego parmezanu – tak na wszelki wypadek, gdyby coś było nie tak… i trzeba było dodać (no i bardzo się przydało do kolejnej porcji pesto). Młody wpada do kuchni, ja do niego żeby podgrzał sobie obiad – w końcu wystarczy tylko podpalić. I nagle słyszę:
– Orzechy?!!! Dlaczego orzechy? Mamoooo… z czym jest ten makaron?
– Z jarmużem. – no co mi pozostało. Przemilczeć jedynie. Nie jest na nic uczulony, jeśli o czymś nie wie. Po prostu taka jego fanaberia. Pesto zjada w daniach bez problemów i mu smakuje, że też zostawiłam te orzechy na wierzchu samym…
– Aha.
Aha. Doszłam do wniosku, że jak dobrze jest w życiu nie kłamać. Nie żebym teraz się usprawiedliwiała z kłamstwa – ja chciałam tylko, aby zjadł. Spróbował, bo wiem jak to smakuje. Dodam, że oczywiście patelnia na ogniu, a on u siebie w pokoju. Nagle czuję – nie, nie… jeszcze nie było za późno. Czuję bardzo przyjemny zapach smażonego makaronu. Jeszcze z minuta – dwie, a byłoby po nim. Nadal trzeba mieć oczy otwarte na wszystko i bardzo czuły słuch i węch? Ale wiecie, jak ten podsmażany makaron smakował? Lekko zrumieniony… Przez moment pomyślałam sobie – jakie to szczęście, że tylko w niewielkiej ilości, z racji źle postawionej patelni na palniku, po czym przyszło mi żałować, że zrumieniło się tylko tyle… Spróbowałam, dałam Połówce spróbować i resztę zostawiłam Młodemu. Jakoś tak lubię – aby każdy mial okazję. Młody wziął co swoje i zamknął się w pokoju zajęty swoimi sprawami przy moim komputerze. Ha! Życie… Po jakimś czasie pytam:
– No i jak smakowało?
I wiecie co… Byłam zaskoczona, bo to nie pierwszy makaron z pesto, który zaserwowałam. Nie wiem czy jarmuż, czy przysmażenie tak wpłynęło na tę ocenę:
– Rewelacyjny (w domyśle makaron). Kurcze… niesamowicie smakował. Nie wiem co tam takiego było.
– Pesto. Z jarmużu i… no cóż… orzechów. Ale w pesto zawsze coś takiego jest, więc zawsze jadłeś.
– No wiesz co…
– No wiem.
Właśnie. Po prostu wiem :).

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (17).JPG

Jarmużowe Pesto z Orkiszowym Spaghetti

Spaghetti orkiszowe:
10 dag mąki orkiszowej,
25 dag mąki pszennej tortowej,
szczypta soli,
3 jajka.

Przesiać do miski obie mąki, wrzucając po przesianiu pozostałe na sitku otręby. Wymieszać, dodać sporą szczyptę soli, wymieszać dokładnie i zrobić dołek i wbić do niego jajka. Mieszając widelcem zgarniać systematycznie mąkę z brzegów. Gdy powstanie zwarte w miarę ciasto, zagnieść je ręcznie. Przełożyć na blat i zagnieść powtórnie na jednolite, zwarte ciasto. W razie potrzeby dodać łyżkę wody lub podsypać mąką – w ogromnym stopniu zależy to od wilgotności mąki. Wsadzić z powrotem do miski, przykryć i odstawić na 30 minut.
Po tym czasie podzielić na 3-4 części i każdą z nich rozwałkować (maszynka do makaronu: kilka razy składając rozstaw nr 1, a następnie po jednym razie rozstaw 2 i 4) i pokroić na spaghetti. Gotować w dużej ilości osolonej wody przez 2-3 minuty – al dente. Odcedzić i przelać zimną wodą.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (12).JPG

Pesto:
1 pęczek jarmużu:
1/4 szkl. startego parmezanu,
1/4 szkl. orzechów włoskich,
1 duży ząbek czosnku,
100 ml oliwy extra vierge (lub trochę więcej),
4 łyżeczki soku z cytryny,
sól, pieprz – do smaku.

Zagotować w rondlu osoloną wodę z dodatkiem łyżeczki soku z cytryny. Umyć jarmuż bardzo dokładnie, odciąć łodygę i stwardniałe części i wrzucić na wrzącą wodę do rondla. Zdjąć z ognia i odstawić na 1 minutę. Odcedzić, szybko przelać zimną wodą po czym odsączyć. Wysuszyć dodatkowo na papierowych ręcznikach dosyć dokładnie. Przełożyć do rozdrabniacza lub malaksera.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (3).JPG

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (7).JPG

Rozgrzać suchą patelnię z grubym dnem na dość dużym ogniu. Wrzucić orzechy i co jakiś czas mieszając przypiec równomiernie. Gdy zaczną się rumienić i pachnieć zdjąć z ognia i przełożyć na kuchenną ściereczkę. Delikatnie przetrzeć pomiędzy materiałem, aby usunąć jak najwięcej skórki. Można to tez zrobić zwyczajnie w dłoniach, pomagając sobie małym, szpiczastym nożykiem w momencie skórek mocno zagnieżdżonych w zwojach  tych orzechów. Przełożyć razem z parmezanem do jarmużu, dodać zgnieciony nożem i obrany ząbek czosnku i zmiksować drobno. Zdjąć pokrywkę, dodać oliwę i zmiksować ponownie, aż całość się połączy. Konsystencja nie powinna być ani zbita, ani nie powinna się rozlewać samoistnie – w razie potrzeby dodać odrobinę oliwy. Zależeć to będzie od suchości orzechów (użyłam za pierwszym razem orzechów ze szczelnie zapakowanej torebki, po czym kupnych na wagę – wyraźniejszych w smaku, ale musiałam dodać trochę więcej oliwy). Po dodaniu większej jej ilości zmiksować ponownie. Całość doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Przełożyć do słoiczka i używać w razie potrzeby. Trzymać w lodówce.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (20).JPG

Dodatkowo, choć niekoniecznie:
1 dojrzały pomidor,
1 łyżka oliwy.

Pomidora obrać (naciąć u góry na krzyż i zanurzyć we wrzącej wodzie na kilka chwil – to zdecydowanie ułatwi obieranie), przekroić na ćwiartki, usunąć pestki i pokroić w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić pomidora. Podsmażyć około 1 minutę – chodzi tylko o podgrzanie, nie o duszenie. Dodać całą ilość przygotowanego pesto z jarmużu i dokładnie wymieszać. Wrzucić ugotowany makaron i jedynie podgrzać mieszając tak, aby całe spaghetti obtoczone było wszystkim w miarę równomiernie.
Podawać na ogrzanych głębokich talerzach.

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (15).JPG

Ewa

 

 

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *