Curry z Ziemniaków i Kalafiora

My jako grono Katolików popularnie katolami zwanych… mamy swoje zasady żywieniowe raz na tydzień i kilka razy w roku. Z trzymaniem się tych zasad bywa różnie, jednak nie mam zamiaru na nikogo z tego powodu krzyczeć czy też instruować co wypada, a co nie. O nie… Raczej chciałabym podsunąć fajną propozycję dania bezmięsnego – w zasadzie to nawet czysto wegetariańskiego – i z zupełnie inną kuchnią związanego. Łatwe danie, szybko się robi, i możemy mieć nieco inny obraz piątkowego popołudnia zasiadając przy talerzach. Rzecz jasna danie nie musi być w piątek podane :). Ale podać proponuję.
Powiedziałam, że danie proste. Ba! Dziecinnie proste. Robiłam z własnym, bo postanowiłam, że najwyższy czas nauczyć się choć trochę gotować, aby kiedyś przynajmniej raz na jakiś czas mógł odciążyć swoją żonę. Czy zapamięta? Nie wiem, ale lepiej jest zaczynać od prostych potraw. Tak więc zaczęliśmy… I na wstępie usłyszałam: – Kalafior?!!! A po co? Miesza i gada… Wrzuca pomidory i gada… Wrzucam groszek – on gada… Po co kalafior. W końcu skończyło się na tym, że po prostu lubię. No tak… Tu muszę zaznaczyć, że nie we wszystkim lubię. Inaczej… Nie lubię gotowanego, a z bułką z bułką tartą nawet bardziej. Zjem kawałek gdy jest gorący bez niej, ale wolę go w zdecydowanie inny propozycjach, wielokrotnie przeze mnie sprawdzonych, ale nie zawsze przez Dziecię. Więc to jojdanie na temat wiązało się z tym, że odziedziczył swoje podejście po mamie. No i to nie będzie dobre… Wcześniej jadał różnego rodzaju curry mięsne z niewielką ilością kalafiora również, i chyba po prostu nie zwrócił na to uwagi co jadł… Czy można tak? Jak widać można.
Podano do stołu. Siadamy i proszę – Już bez gadania. Jak zjesz to opowiesz.
Zawziął się… W trakcie powiedział jedynie – za mało chili. Fakt, mogło być ostrzejsze. Dałam pół łyżeczki, mogłam całą. Myślę, że dla lubiących nieco mocniejszy akcent będzie to znakiem. Dać łyżeczkę koniecznie. Reszty nie zmienię następnym razem. Danie bardzo aromatyczne i naprawdę pyszne. Zjadł… Byliśmy we dwójkę, bo Połówka znów na wyjeździe. Nagłym i niespodziewanym. Planowałam dla wszystkich, a wyszło jak wyszło.
Sobota rano. Sporo curry zostało. Mąż wraca po południu, ale to bez sensu – takie dania najlepsze świeże. Mnie chyba nic innego jednak nie pozostaje jak podgrzać. Hmmm… Zerkam sobie na dno gara, a tam ziemniaki… groszek, ziemniaki… I odrobina kalafiora.
– Młody!!!
– Tak mamo? – I już słyszę jak się śmieje…
– Co się stało z kalafiorem?
– A wiesz, taki był dobry na zimno.
No masz. Na drugi raz mam spróbować z kurczakiem dołożonym do reszty. I czymś jeszcze. Sam nie wie co ma na myśli. Padła propozycja kukurydzy, na którą z pewnością się nie zgodzę. Może raczej fasolka czerwona. Jako kolorystyczny akcent, bo sam groszek w zupełności wystarczy. Ale… może by tak zamiast groszku bób? I kilka kostek dyni. Niezła chyba myśl. Się okaże. Z kukurydzą niech sobie sam kombinuje, bo już chyba umie. Mam taką nadzieję…

 

curry ziemniaczane (10).JPG

Curry z Ziemniaków i Kalafiora

65 dag ziemniaków,
1 średni kalafior,
4 łyżki oleju arachidowego lub rzepakowego,
1 łyżka mielonej kolendry,
1,5 łyżeczki mielonego kminu,
1/2 łyżeczki kurkumy,
1 łyżeczka płatków chili (lub 1/2 łyżeczki jeśli wersja ma być łagodniejsza),
1 puszka całych pomidorów,
1 łyżeczka suszonej kolendry,
125 ml wody,
1 szkl. mrożonego groszku,
1 płaska łyżeczka soli,
posiekana świeża kolendra lub natka pietruszki.

Ziemniaki obrać, kalafiora dobrze oczyścić. Umyć warzywa i pokroić – ziemniaki w dużą kostkę ok. 3 cm, kalafiora na spore różyczki. Mieloną kolendrę, kmin, kurkumę i chili najlepiej przygotować wsypując do miseczki – aby mieć je pod ręką. Pomidory z puszki drobno pokroić usuwając plątającą się gdzieniegdzie skórkę i zielonkawe fragmenty po szypułkach.

 

curry ziemniaczane (2).JPG

W dużym rondlu rozgrzać olej arachidowy na średnim ogniu i wsypać przygotowaną mieszankę przypraw. Wymieszać i dodać ziemniaki i kalafiora. Smażyć dobre 5 minut cały czas mieszając. Dodać pomidory, suszoną kolendrę, wlać wodę i dodać sól. Całość zagotować, przykryć i zmniejszyć ogień do minimum. Gotować 15 minut, po czym wsypać zamrożony groszek, świeżą kolendrę lub natkę, przykryć ponownie i gotować jeszcze 2-3 minuty. W razie potrzeby doprawić delikatnie solą.

 

curry ziemniaczane (6).JPG

Ewa

 

 

  • dodano: 12 lutego 2014 18:55

    Nazywam takie miszkulancje ragout, aczkolwiek mięska w tym brak, więc i nazwa nieuprawniona! No, ale w kuchni indyjskiej, ragout z mięsem drobiowym, baranim, rybą; z wielością przypraw i jarzyn nazywają z tamilska kiri! Lubię tę formę, z przewagą jędrnego kalafiora właśnie! Ostatnio, ćwicząc z konieczności ‚formy’ stricte jarzynowe, doszedłem do perfekcji, zjadam ze smakiem, marząc o kawałku polędwicy wołowej, polędwiczce wieprzowej, w takich prymitywnych ujęciach… patelnia, odrobina tłustości i MIĘCHO szlachetne bęc na patelnię! Tylko z solą, ewentualnie świeżym, grubo mielonym czarnym pieprzem dodanym na samym końcu, byle tylko złapał gorąca z dna patelni! Skwierczenie jak najpiękniejsza muzyka w klasyce romantycznej! Czysta, zdecydowana woń brązowionej szlachetnej tkanki mięsnej! Po przekrojeniu wypływająca różowość! Żadnych kartofli, jarzyn nawet wykwintnych. Smak samego, czystego mięsa jak smak młodej kobiety po kąpieli nocnej w jeziorze. Po kilku kęsach delikatny łyk Barolo! Żeby nie stracić ciągłości, tylko wzmocnić cudowność smaku!

    autor zbyszekusowski

    blog: www.artsmak.blox.pl

  • dodano: 13 lutego 2014 11:30

    No tak… Człowiek się stara zachęcić do zrobienia w jakiś dzień bezmięsny czegoś innego, a Ty mu krecią robótką walisz wszystko swoim opisem ;). Jak możesz… :P. Co prawda i mojemu Mężowi od zawsze przyświeca idea, że najlepsze ze słodyczy jest wino wytrawne, przy czym każda dodatkowa osłoda w postaci soczystego kawałka mięsa mile widziana. To podejście na dobrą sprawę mnie też jest bliskie, lecz nie zawsze się da. Jedno jest pewne – nigdy jaroszem nie będę, ale raz na jakiś czas zjadam takie dania z ogromną przyjemnością.

    autor Ewa

  • dodano: 13 lutego 2014 12:19

    Też zdarza się, iż gotuje z „Młodymi” i to gadanie powoduje, że czasem już wolę sama 🙂

    autor Galantyna.pl

    blog: http://galantyna.pl/

  • dodano: 14 lutego 2014 20:41

    Lubię takie wegetariańskie potrawy:)

    autor bernikula

    blog: www.mojewnetrza.bloog.pl

  • dodano: 18 lutego 2014 22:07

    Oj tam, zaraz krecia robota… ! Są takie organizmy, ja do nich należę, które nie mogą się obyć bez kawałka mięsa! Kawałeczka.. pod wszakże warunkiem, jako że im gorsze jakościowo, tym więcej go trzeba! Dlatego też poczyniłem ten ‚zgrzyt’ polędwicą wołową i polędwiczkami. Nie czułem potrzeby sterty pieczonej karkówki, bitek wołowych, czy wreszcie moich ulubionych schabowych i mielonych! Plaster 2 cm polędwicy lub 10 cm bieżących polędwiczki w jej najlepszym przebiegu! Zdarza mi się (teraz to w czasie przeszłym), zjadając jakiś dobre i syte danie bezmięsne, chodzić niespokojnie wokół lodówki, czasami zjadając plaster dobrej szynki, co często miało się jak kwiatek do kożucha w relacji ze spożytym ‚bezmięchem’! No, ale ten typ tak ma… jak mawiała gospodyni księdza Miecia, podająca pierogi z serem, a najczęściej słynne ‚ruskie’ z przewagą doskonałego boczku jako ‚polewka’! Wspomnę dom xx. Zmartwychwastańców w Warszawie, gdzie gotowała słynna siostra Bernadetta, Zmartwychwstanka! Czekało się na ten postny piątek, gdzie na obiad podawała cztery dania z ryb wiślanych. Była ci ona mistrzynią w daniach rybnych, co do dzisiaj pamiętają, wiekowi już księża Zmartwychwstańcy, jako że rzecz się miała w latach 60 – 70 tych! Ciekawe, że o daniach mięsnych nie wspominano, natomiast opowiada się, z prawie mlaskaniem, wspominając szczupaki faszerowane, zwykłe mielone z leszcza lub karpia i genialne pierogi z farszem rybnym! Wspomnę również genialną s. Martę, Sercankę z mojego rodzinnego miasta! Piekła bułeczki z farszem rybnym, lub kapuścianym, co z czystym barszczem buraczanym (postnym) było jedynym daniem dni postnych w tamtejszym domu zakonnym! Zwykle ‚przypadkowo’ zjawiałem się w okolicy obiadu, licząc na gościnność cudownej kucharki zakonnej!Nigdy się nie zawiodłem!

    autor zbyszekusowski

    blog: www.artsmak.blox.pl

  • dodano: 13 marca 2014 10:17

    Wygląda bardzo apetycznie, ciekawe jakby smakowało na ostro 🙂

    autor Maria

    blog: http://www.juwentur.com

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *