Souvlaki z wieprzowiny

Niedawno padło hasło „grill”. Pewnie dla nikogo to nic dziwnego, ale dla mnie w tym sezonie było zaskoczeniem. Oto właśnie przyszło mi zaliczyć pierwszy (i pewnie ostatni) w tym sezonie. Takie fajne lato było tego roku, że sprzyjało raczej siedzeniu w zacienionym miejscu, gdzieś nad wodą najlepiej, i blisko… lodówki. Z zimnymi napojami. A nie przy gorącym grillu. Z zaproszenia na imprezę z wielką przyjemnością skorzystaliśmy, tym bardziej… że jak zawsze Paweł stanął na wysokości zadania i zawiesił swoim systemem jakąś poprzeczkę. O wysokości nie będę mówiła, bowiem zabawa jest zabawą i nikt specjalnie się ani nie krzywi, ani też nie załamuje. Włącza po prostu wyobraźnię. Poprzeczka zawisła na wysokości Grecji…
Żyć nie umierać? Czy śmiać się do rozpuku? Kuchnia grecka przez nas zaliczana jest do tych pysznych, tych prostych choć zawsze z pomysłem, tych pachnących tym co lubimy. Tak więc żyć zdecydowanie. Śmiechu nie zabrakło, bowiem Ukochany ustalając co i jak oczywiście wszystko pomylił. Zaczęło się zwyczajnie od pytania „i co zrobisz?”. Po wspólnych uzgodnieniach stwierdziłam, że tym razem na ruszt wrzucimy wieprzowinę, a konkretnie z niej souvlaki. „A jedliśmy?”. No i ręce opadają. I raczej płakać się chce. Bo to raz? Nastąpiło nielubiane przypominanie. Więc pamiętasz… zawsze w domu podawałam w picie. Czasami z kurczaka, czasami z wieprzowiny. Raz tak doprawione, raz tak… No tak… A potem słyszę, że „No powiedziałem Pawłowi, że zrobisz te szaszłyki i pitę”. Jaką pitę?!!! W planie miałam chleb z oliwkami…
Często coś mówię, i trafia to dziwnie nie tam gdzie trzeba. W zasadzie już się przyzwyczaiłam, ale nie znaczy to, że przestałam się źle czuć już na miejscu. I nadal się tłumaczę. A najgorsze jest to, że gdy zrobione i podane, nagle Ukochany dostaje olśnienia. No tak. Nie ukrywam, że ucieszyłam się z tematu, bo choć naprawdę często robię owe greckie szaszłyki, to przepisem nie zdążyłam się podzielić. A tak oto mam okazję połączyć przyjemne z pożytecznym – zrobić coś dla innych i dla siebie. Rzeczywiście świetnie smakują właśnie w zestawie z pitą. Nadzianą sałatą, pomidorami, oliwkami, cebulą i tzatziki. Na górze lądują souvlaki. Tym razem było inaczej. Po prostu podane z chlebem, pysznymi roladkami z bakłażana zrobionymi przez Pawła polanymi świetnym sosem. Jednak oczywiście cały czas skupiałam się na tym – a może jednak powinnam zrobić wersję domową? Trochę nam brakowało tego całego zestawu.
Aaa… po raz pierwszy jedliśmy souvlaki nie z patelni, ale z grilla. Jak podać? Zrzucam problem na Was.

 

souvlaki (8).JPG

Souvlaki z wieprzowiny

80 dag łopatki wieprzowej,
60 ml czerwonego, wytrawnego wina,
60 ml oliwy,
2 łyżki soku z cytryny,
1 łyżka suszonego oregano,
1 łyżka suszonej mięty,
4 ząbki czosnku,
1 duży liść laurowy,
sól, pieprz,
cząstki cytryny do podania.

 

souvlaki (1).JPG

Czosnek zgnieść, obrać i drobno posiekać. Do szklanej miski wlać wino, oliwę i sok z cytryny. Dodać oregano, miętę i bardzo drobno pokruszony liść laurowy. Użyłam własnych ususzonych, które bardzo łatwo jest pokruszyć, natomiast kupne polecam roztłuc w moździerzu lub jeszcze lepiej posiekać w młynku do kawy. Całość doprawić solą i pieprzem po czym wymieszać.
Mięso umyć, osuszyć i pokroić w kostkę 2-3 cm. Wrzucić do marynaty i dobrze wymieszać. Całość przykryć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc.
Drewniane szpikulce dobrze jest namoczyć przez 10 minut w zimnej wodzie. Nadziać na nie zamarynowane kostki mięsa. Piec na mocno nagrzanej patelni grillowej lub średnio nagrzanym grillu przez 10-15 minut – w zależności od wielkości kostki. Podawać z cząstkami cytryny. Koniecznie skropić mięso jej sokiem przed zjedzeniem.
Szaszłyki wybornie smakują w chlebku pita nadzianym sałatą z dodatkami i sosem tzatziki. Lub ostrym majonezowym. Do wyboru i zależnie od humoru.

 

souvlaki (6).JPG

Ewa

 

 

  • dodano: 31 sierpnia 2015 12:41

    No… toście Ewka narobili mi smaka na szaszłyki. A że w mojej metropolii NT ostatnio schab i polędwiczki poszły ogromnie w dół, przeto będą szaszłyki z polędwiczki wieprzowej za 28 zł/kg. Oczywiście, nie mam możliwości zainstalowania grilla, no ale mam dobre urządzenie do smażenia beztłuszczowego wszelkiego mięsa delikatnego (polędwica wołowa i wieprzowa max 90 sekund), co to stoi w garażu, jako że nie używam w moim Zakątku Rybnym, a więc dopiero Twoje souvlaki przypomniały mi o tym, przywiezionym w 1991 roku ze Szwajcarii, genialnym urządzeniu, które piecze, smaży, gotuje. Jako że dzięki pobytowi w szpitalu niechcący zrzuciłem 20 kg i zamierzam jeszcze z 15, zacząłem dosyć rygorystycznie przyglądać się wszelkim daniom z tłuszczem, odrzuciłem moje ukochane ziemniaczki z sosikami i … tak mi się spodobało śniadanie z płatków orkiszowych, zalane wcześniej wrząca wodą, po napęcznieniu wymieszane ze średniej wielkości jabłkiem i jedną, dwoma śliwkami lub nektaryną, że jest to moje stałe menu (wyjątek stanowi niedziela ze śniadaniem na probostwie z niezłymi kiełbaskami. jajkami na miękko i jakimś nie jadalnym (gosposia może robi dobrze lody, ale z gotowaniem to już mniej dobrze) obrzydliwym bigosem lub leczo, jak mawia rozentuzjazmowany jej gotowaniem ks. proboszcz. Natomiast szaszłyki będą bardzo klasyczne, podane z zasmażonym na brązowo ryżem i sałatką z czerwonej kapusty z porem i jabłkami. Łapię się, czytając Twoje starsze przepisy, na jednej kwestii. Przypominasz o pewnych niepozornych szczegółach technologicznych, o których często po jakimś czasie zapominam. Dawno nie robiąc szaszłyków, zapomniałem o namaczaniu patyczków. A to niezwykle cenna uwaga. I jutro będzie wykorzystana!

    autor zbyszekusowski

    blog: www.artsmak.blox.pl

  • dodano: 01 września 2015 9:37

    Zbyszku 🙂 Mam nadzieję, że jednak nie ironicznie potraktowałeś moją informację o namaczaniu patyczków. Ja to piszę z rzadka – bo zapominam. Ten szczegół wydaje mi się tak oczywisty, i mając nadzieję, że wszyscy o tym wiedzą – nie odczuwam wyrzutów sumienia. A że się zapomina… to i ja bardzo dobrze o tym wiem. Ba! Bywało i tak, że się czasu na to nie miało – pomimo wiedzy ;). Natomiast takie śniadanko jak Twoje… prócz lekkości i fajnego smaku – ma jeszcze jeden wielki plus. Wyjątkowo zdrowe. Ja już je właśnie dziś zdążyłam polecić :). Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że jesteś już w domu. Ewa

    autor Ewa

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *