Rillettes Wieprzowe

   Cóż to takiego tajemniczego owe rillettes? No cóż… prawdę powiedziawszy to ciężko mi przetłumaczyć dosłownie, bo to coś pośredniego pomiędzy smalcem a pasztetem. Bardzo mięsne wydanie smarowidła. I bardzo pyszne. Skorzystałam z jednej mojej starej ulubionej stronki, o której sobie przypomniałam niedawno. A to dlatego, że nie miałam w swoich ulubionych, co muszę natychmiast zmienić. Tą stronką jest Bombay-Bruxelles, czyli po prostu Bombaj-Bruksela. Jak łatwo się domyślić trasa krótka nie jest, ale za to obfitująca w fajne przepisy nie tylko indyjskie. Dzisiaj więc „Rillettes de porc”.

Tak naprawdę rillettes to francuski wynalazek, do którego zabierałam się już kilka razy. Na ten przysmak po prostu na francuskich stronkach jest masa przepisów, ale właśnie na przekór wszystkiemu skorzystałam sobie z tego. Co prawda nie wiem, czy by mi to przyszło do głowy, gdybym nie dostała kiedyś od Bertranda oryginalnej fantazji pod nazwą „Rilletttes de canard au calvados”. Aksamitna i pachnąca masa. Jaka szkoda, że na jedno posiedzenie tylko. Zostało wspomnienie. To rilletes aksamitne nie będzie – nie ze względu na zamianę kaczki na świniaka. To już tylko kwestia metody – mięso rozpada się samo podczas duszenia, i tylko pomagamy mu widelcem na samym końcu. Tamto było po prostu roztarte na miazgę. Które lepsze? O nie… Nie odpowiem, dlatego że tęsknię za oboma. Z tą jednak przewagą, że to mogę prawie w każdej chwili zrobić.

Prawie… bo nie zawsze bywa u nas świeży boczek, a taki będzie potrzebny. Powiem, że nie wiedzieć czemu, on jest u nas po prostu rzadkością. Niemniej jednak teraz zawsze patrzę czy jest w ofercie. By móc znów rozkoszować się kromką chleba z. Z prawdziwie rozkosznym smarowidłem. Jak to moja Połówka stwierdziła – rewelacja.

 

 

Rillettes Wieprzowe

70 dag karkówki wieprzowej dosyć tłustej,
50 dag świeżego boczku,
15 dag smalcu,
200 ml białego wytrawnego wina,
1 duża cebula,
4 goździki,
2 liście laurowe (najlepiej świeże),
1 łyżka soli morskiej,
1 łyżeczka pieprzu.

Mięso i boczek umyć i osuszyć, po czym pokroić w kostkę o buku ok. 3 cm. Przełożyć do rondla z grubym dnem (to ważne), dodać smalec, cebulę z wbitymi doń goździkami, liście laurowe, sól i pieprz. Całość zalać wodą tak, aby tylko wszystko przykryła i zagotować. Zebrać szumowiny, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem 1,5 godziny.
Po tym czasie usunąć cebulę i liście laurowe. Dodać wino i znów dusić pod przykryciem 2 godziny. Rozdrobnić mięso widelcem, przełożyć do wysterylizowanych słoików i zalać pozostałym w rondlu smalcem i odłożyć do zastygnięcia. Trzymać w chłodnym miejscu.
Co prawda autorka pisze, iż warstwa smalcu powinna mieć co najmniej 1 cm, ale u mnie nie miała nawet 5 mm… Jednak wiem, że mięso miałam wyjątkowo chude (ironia losu – jak takie potrzebuję, to bywa strasznie tłuste). Warstwa tłuszczu podobno im grubsza, tym lepiej konserwuje mięso, ale nic mu się nie stało i w ostatni dzień rillettes smakowało tak samo.

 

21.01.2012

Tak po komentarzu Oli 🙂 parę uwag, o których nie napisałam przez nieuwagę, a są ważne:

– dusić na minimalnym ogniu, cały płyn zdąży wyparować,

– gdyby (co mnie się zdarzyło, ale zrzucam to na karb małej ilości tłuszczu w mięsie) w drugiej turze wino za szybko wyparowało i mięso nie miało w czym się dusić – dolać spokojnie wodę.

 

Ewa

 

  • dodano: 20 kwietnia 2012 11:04

    Wyglada przepysznie!

    autor Torrenty

    blog: http://socialtorrent.net

  • dodano: 29 lutego 2012 22:11

    Jakże się cieszę, że i ta metoda sprawdzona. No i oczywiście, że smakuje nie tylko nam ;).

    autor Ewa

  • dodano: 29 lutego 2012 18:30

    Zrobiłam powtórkę, tym razem zagotowałam w słoiczkach, maja weźmie.Wyglądają świetnie, słoiczki wraz z zawartością.

    autor mika

  • dodano: 17 lutego 2012 18:21

    SUPER!!! Nie pasteryzowałam, ale jestem przekonana, że można, absolutnie tak.

    autor mika

  • dodano: 21 stycznia 2012 16:25

    Dzięki! myślę, że u mnie cała porcja zostałaby pochłonięta od razu, dlatego szykowałam się, żeby od razu zrobić podwójną i gdzieś schować 🙂

    autor ola

  • dodano: 21 stycznia 2012 11:22

    Olu nie było informacji na ten temat w tym przepisie, ale znalazłam taką w innym. Można do 6 tygodni w lodówce. Można też zamrozić. U mnie jeden słoik „poszedł” od ręki. Drugi (zakręcony) przetrzymałam tydzień, ale naruszony też zniknął jakoś strasznie szybko. Pasteryzować raczej nie potrzeba – smalec powinien dobrze konserwować. Tylko ja żałuję, że nie dołożyłam go trochę więcej ze względu na chudość mięsa.

    autor Ewa

  • dodano: 20 stycznia 2012 21:05

    A możesz dodać do przepisu jak długo można przechowywać tak przygotowane smarowidło? Myślisz, że można je pasteryzować?

    autor ola

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *