Kurczak z Cytryną i Czosnkiem

   Dzisiaj znów postanowiłam wzbogacić blog i dodatkowy dział. Znaczy myślałam o tym od bardzo dawna, ale dzisiaj dojdzie do czynu. Dział, w którym umieszczę te przepisy z naszego netu, które zrobiły na mnie wrażenie – polecając gorąco. Czasami tak jest, że nie mamy czasu na szukanie. Czasami z kolei tak, że nie mamy odwagi, choć nic co ludzkie nie jest nam obce… Czasami z kolei coś, co odkładamy wciąż na później, i brakuje nam tylko lekkiego pchnięcia. Mówię tu o sobie. Czy pomogę pokazując palcem konkretne danie? Nie wiem… Ale dania te polecam.

Postanowiłam dział nazwać „Gościnnie”, bo przecież gościem na innych stronkach bywam. Zdjęcia będę wklejać własne razem z odnośnikiem na konkretną stronkę. Niby prawda, że korzystam też ze stronek obcojęzycznych, i wpisuję tu dokładny przepis lub moją wersję. No bo… nie każdy zna dany język i żeby było łatwiej. Z polskiego tłumaczyć nikomu nie muszę, a polecić polecę z przyjemnością.

Przyszedł czas na kurczaka z cytryną i czosnkiem. Lekkie i soczyste danie Patji. Samo jej zdjęcie podziałało na mnie błyskawicznie. Zrobione i zapisane na zawsze. Dla mnie wyborne, bowiem z samych górnych części ud kurczaka. Czyli najbardziej soczystej części, wyraźnej w smaku i bez… tej potwornej ilości ścięgien, którą mają dramsticki (dla mnie potwornej ilości). Lekkie i pachnące. Z dużą ilością czosnku, który upieczony mocno traci na swojej ostrości – na szczęście. Bardzo lubię taki rozsmarowany na chlebusiu lub kawałku mięsa. Tu chleb zastosowanie nie ma, a i mięso lepiej pozostawić lekko cytrynowe, niemniej jednak co jakiś czas kęs w postaci ząbka z łatwością wielką rozpływającego się rozkosznie w ustach… robi wrażenie.

Patja podaje, że pyszne danie z ziemniakami lub ryżem. Ja zrobiłam z galuskami, bo chciałam przez chwilkę znaleźć się w węgierskiej kuchni przed wielką próbą generalną dotyczącą tej części Europy. Chciałam powiedzieć, że było pysznie. Może jeszcze jedna uwaga. Przez chwilkę zastanawiałam się, czy nie odparować po upieczeniu całości powstałego sosu, ale na całe szczęście tego nie zrobiłam. Sądzę, że pozbycie się sporej ilości wody sprawiłoby nadmierną słoność dania. Natomiast zagęszczenie go mąką wymieszaną z masłem w ilości niewielkiej i zagotowaniu przez chwilkę byłoby idealne do tego ryżu. Go kluseczek nie trzeba było. Oczywiście zrobiłam w całości, a ponieważ jest nas trójka, więc kawałki mięsa zostały dla chłopaków na śniadanie. Przed pracą – na zimno. Na dnie naczynia pozostało jedynie… odrobinę galarety.
Bardzo Patji dziękuję za przepis – wart zrobienia koniecznie. Przepis znajdziecie na Mniammniam, czyli konkretnie tutaj.

 

Ewa

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *