Jäeger Schnitzel

Jäeger Schnitzel

9 kwietnia 2018 o 21:10

   W gruncie rzeczy to po prostu sznycle po myśliwsku, ale jako, że jest to jedno z klasycznych dań kuchni niemieckiej, pozwolę sobie zostawić oryginalną nazwę. Tylko, że ów schnitzel pod swoją nazwą kryć może zarówno sznycle cielęce, jak i kotlety wieprzowe, niech więc nazwa nikogo w błąd nie wprowadzi. Ja zapraszam na kotlety. Jako ciekawostkę powiem jeszcze, że zamawiając gdzieś tam za zachodnią granicą to danie, raz możemy dostać mięso w panierce, innym razem bez. Jedną niezmienną rzeczą będzie sos z grzybami. Ha! I znów niech nikogo nie zaskoczą raz po prostu pieczarki, innym razem mieszanka grzybów. Nie ma jednej receptury, do czego w zasadzie w naszej kuchni jesteśmy przyzwyczajeni.

   Moje sznycle – zwane niżej zgodnie z rzeczywistością kotletami – to chyba najprostsza wersja dania. Dzięki temu szybka i bezproblemowa. Takie kotlety spokojnie wpiszą się w nasze smaki, bez zbędnego obciążenia jaką jest panierka w tradycyjnym schabowym. Miałam problem z czym podać, bo koniecznie chciałam ze spätzle vel spaetzle  łamane przez szpecle (jak komu wygodniej czytać), ale po prostu zabrakło mi czasu. Moja wina. Kluseczki będą naj, naj, naj… Albo knedle chlebowe. Jednak świetnie zgrają się makaronem, jak i ze zwykłymi ziemniakami z wody. To też uważam za ich wielką zaletę.

   Teraz bardzo, ale to bardzo ważna rzecz. Bardzo łatwo zarówno z kotletów, jak i sznycli można zrobić podeszwę. Niech więc nikogo nie przerazi czas smażenia mięsa. Ono ma się zrumienić, jednak pozostać soczystym. Można to osiągnąć smażąc szybko na dużym ogniu. Odstawione pod przykryciem mięso – na czas przygotowania sosu – pozwoli mu dojść do siebie. I to chyba najważniejsza tutaj uwaga. Nie przesmażyć. Danie zyska na wyglądzie, jeżeli użyte pieczarki będą bardzo świeże, i malutkie. Nie zawsze jednak małe mam w zasięgu ręki, ale zawsze przechodzi mi ochota na sos, jeśli tylko nie są świeże. Użyte wino – oczywiście podając naszym Nieletnim polecam dodać zamiast wodę z domieszką 1 łyżki soku z cytryny, w ilości jak w przepisie – staram się, aby było lekkie i mocno owocowe. Świetnie podkreśli smak sosu, bez zbytniego zakwaszania. Reszta wina wspaniale będzie pasować do gotowego dania. Zagwarantujemy sobie dodatkową przyjemność.

 

 

Jäeger Schnitzel

4 kotlety wieprzowe bez kości
20 dag pieczarek,
    1 duża cebula,
100 ml białego, wytrawnego wina,
150 ml bulionu (może być drobiowy),
100 ml kremówki,
3 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki,
olej do smażenia,
sól, pieprz.

 

   Mięso osuszyć ręcznikiem papierowym, przykryć folią spożywczą i rozklepać tłuczkiem. Natrzeć solą i pieprzem, odstawić na 10 minut. W tym czasie obrać, umyć i posiekać cebulę. Pieczarki oczyścić, pokroić w cienkie plasterki.

   Patelnię z grubym dnem lekko posmarować olejem. Rozgrzać na sporym ogniu i podsmażyć mięso przez 4 minuty z jednej strony, nie ruszając, aż się zrumienia. Odwrócić i zwiększyć ogień do maksimum. Smażyć 2 minuty. Przełożyć na głęboki talerz i przykryć.

   Na tą samą patelnię wlać 1 łyżkę oleju i wrzucić cebulę. Smażyć na średnim ogniu, mieszając przez 5 minut, aż się zeszkli. Dodać pieczarki i smażyć 3-4 minuty, mieszając. Wlać wino, wymieszać i poczekać, aż płyn odparuje, po czym wlać bulion i doprowadzić do wrzenia. Dodać śmietanę i natkę, wymieszać i dodać kotlety razem z sokami, który puściły. Chwilkę trzymać na ogniu, aby mięso tylko się podgrzało.

Ewa

  • 21
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    21
    Udostępnienia


3 thoughts on “Jäeger Schnitzel”

  • Nie ukrywam… po raz któryś, że czytanie o jedzeniu (wiadomo, że o jego wykonaniu) napisane przez EWE sprawia mi ogromna radość i satysfakcję, że dodam… wraca również wiarę w ludzkie piękno. Bo czyż nie jest PIĘKNEM osoba tak pisząca…dokładnie, ze znawstwem i to, o czym pisze. Nie jest to absolutnie jeden z tysięcy przewalających się przepisów (czasami nawet ciekawych), bez emocji, za to bezładnie podający qusi technologię, zwykle błędna, a na pewno nie zauważającą istoty i chwili w tymże niezwykłym (u Ewy) procesie tworzenia. Jeżeli blog Ewy nie jest wyróżniony to świadczy, że był by zdecydowanie zagrożeniem dla tysięcy „blogów”… a tego żaden „BLOGIER” (chciało by się napisać… BLAGIER) nie cierpi, nie lubi… wszystko na NIE. BLOGERKO EWO… wyznaję Ci miłość blogerską.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *