Boczek z pieca (Facet i Kuchnia)

FiK boczek pieczony (2).JPG

 

Chciałam szybko nadrobić coś, na co ostatnio czasu nie miałam. Oczywiście wpisy na stronce. Zacznę dzisiaj od czegoś, co nas mocno zachwyciło. Znalazłam po prostu świetny – wtedy mi się tak wydawało, dziś mam pewność – przepis na boczek na znanej stronce, gdzie można mieć przegląd tego, co ulubieńcy nam serwują. Znalazłam to za dużo powiedziane, bowiem mnie to zostało po prostu podane pod sam nos. Jest zdjęcie, więc srrru… zerkam co prócz boczku, którego akurat tak się złożyło – nie miałam. Trzeba będzie kupić, więc przy okazji ewentualna reszta tego, czego również nie mam. No i radocha – ta reszta w domu jest. Nawet świeże nasiona kopru włoskiego od kuzynki Danusi, które aż z „Dojczlandu” przybyły. Notabene wczoraj jej wspomniałam o przepisie, obiecując sobie, że dzisiaj nadrobię i podzielę się własnym obrazkiem kawałka pysznego mięsa, i przede wszystkim podam na nie namiary. Jestem to winna.

Facet i Kuchnia – stronka po raz drugi zadziałała na mnie błyskawicznie. Podejrzewam, że byłam jedną z pierwszych osób, które powieliły recepturę, pochłonęły niemal w całości, i zadowolone z takiego obrotu rzeczy wpisały do kajecika. Cóż o nim mogę powiedzieć? Pachnący odpowiednio dobrze skomponowaną mieszanką boczek wyglądał sam w sobie niezwykle apetycznie. Prawdę mówiąc, to po pokrojeniu na plasterki w momencie gdy człowiek się po prostu wgryzł… efekt był zaskakujący – bo w zależności w co się tak naprawdę wgryzło, to się to poczuło. Czyli po prostu prym wiodły: kolendra, koper i nadający fajnej ostrości pieprz. Jak to można osiągnąć? Sprawdźcie sobie tutaj. W każdym razie upiekłam go w sobotę wieczorem. Nie było takiej mocy, która powstrzymałaby nas od próby na gorąco… Świetnie. Na drugi dzień zdecydowanie łatwiej się kroiło. Znaczy – po prostu łatwo. Żeby nie zabrzmiało to tak, jakby jakieś trudności mięso sprawiało. Zjedliśmy sobie we dwójkę trochę na śniadanie, po czym Ukochany pojechał w świat, to znaczy gdzieś tam. Już nie ogarniam tego. Na kilka dni. Młody bardzo wcześnie rano opuścił dom rodzinny na cale dwa tygodnie. Kilo dwadzieścia boczku (no dobra… już niecałe) i ja… Dałam radę!!! Ba! Bez problemowo dałam radę. Jest pyszny. Wszystko co na nim lubimy. Pajda chleba, boczek i kubek herbaty. I książka. Spokój. Cisza.
Może jeszcze jedna uwaga. Nie udało mi się kupić boczku z kością. Kupiłam po prostu ze skórą, z którą upiekłam. Potraktowałam ją jako miejsce z kością, i po upieczeniu i wystygnięciu odkroiłam. Tak upieczone mięso pewnie straciło nieco na smaku, który kostki nadają, a co my bardzo lubimy… ale pozostało soczyste. Gorąco polecam. Warto zrobić i cieszyć się choć przez chwilkę.
Pozdrawiam serdecznie prowadzących blog i dziękuję za ten przepis.

 

FiK boczek pieczony (1).JPG

Ewa

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *