Wuzetka Cioci Kazi

To kolejne ciasto/deser (w końcu wcześniejszy Pischinger to zdecydowanie pod deser podciągnąć trzeba) mojej Cioci, wyszarpnięte z mocno wysłużonego już przeze mnie kajetu. Nikt tak nie piekł. To nic, że w tych czasach głębokiego kryzysu dobre przepisy krążyły z ręki do ręki, odpisywane i przepisywane wiele razy… U Cioci zawsze smakowało najlepiej. Potrafiła zmienić jeden składnik, albo dwa… Potrafiła zrobić swoją metodą tak, że reszta bladła. O dziwo – wtedy jako mama czwórki dzieci plus ja na dokładkę przez parę lat… piekła przy każdej nadarzającej się okazji baterię pysznych, nieziemsko pachnących ciast – kupując w niedalekim „Butiku Spożywczym” produkty najlepszej wtedy jakości. Prosto z byłego NRD-ówka. I płacąc za to niemało. Chciało jej się robić codziennie obiady, w tym dosyć często ruskie. Zdaję sobie sprawę z tego, że robię je bardzo podobnie, o ile nie tak samo… Bo takich rzeczy nigdy nie robiłam z przepisu, tylko jakoś tak… same wychodzą. Dodam jeszcze, że pracowała zawodowo ucząc pielęgniarstwa w Liceum Medycznym. Teraz – gdy dzieci dorosłe, gdy jest ze wszystkich stron Babcią dla nich najlepszą (w życiu tego nie widać, żeby Babcią była) ma nieco mniej czasu na takie rzeczy. Faktem jest, że jako wykładowca tym razem na naszej Uczelni zajęta jest do bólu. Wiem jednak, że gdy moje kuzynostwo (fantastyczne) się zjeżdża, to zawsze to stać ją na to, aby poświęcić tego trochę brakującego czasu na kuchenną krzątaninę. Jak ja bym tak chciała…
Wracając jednak do mojej ulubionej Wuzetki. Co w niej takiego naj? Ot, czekoladowe ciasto przełożone kremem i polane polewą, wcale nie z czekolady. Była wtedy na kartki… I choć mogę teraz topić różne rodzaje czekolady, ja wciąż i niezmiennie jadę z tą polewą. Prostą i wilgotną przez cały czas bycia ciasta. Żeby było śmiesznie ona jest na margarynie nawet, a nie na maśle. Bo masło się nie sprawdza – pozostają tłuste żółte plamy na powierzchni po zastygnięciu. Ciocia tak jak i ja ograniczała ilość cukru w ciastach (może to też jej szkoła?) do niezbędnego minimum, chociaż nie wszędzie się tak da. Tu ciasto jest słodkie, ale za to krem… Krem jest idealny. Kwaskowaty ale delikatny. Puszysty i leciutki. Ten krem zachwyca mnie do dziś. Ale…
…Bez ale się nie da. Dlatego, że zanim nauczyłam się cierpliwości do owego kremu, minął jakiś czas. Krem trzeba ucierać bardzo systematycznie – dodając po łyżce śmietaną. Nie więcej, bo… się zwarzy. Ale nigdy z tego powodu nie płakałam, tylko idąc na łatwiznę wrzucałam masę do malaksera, a gdy się zepsuł (bywa przecież) to ręcznym blenderem. Efekt prawie ten sam. No ale prawie… Krem nie jest takim puchem, a i nie wiadomo skąd wody się trochę w nim brało (ostrożnie odlać), ale w smaku taki sam. Może to nie tylko kwestia ładowania większej ilości śmietany – aby szybciej było. Może to też kwestia jakości składników? Nie umiem tego powiedzieć, ale prawdą jest, że gdy zaczęłam robić wg wskazówek Cioci, wychodzi bezbłędnie. Może tego też trzeba się nauczyć?

 

 

Wuzetka Cioci Kazi

Ciasto:
15 dag miękkiego masła lub margaryny,
15 dag cukru pudru,
4 jajka,
2 czubate łyżki ciemnego kakao,
2 łyżki gorącej wody,
17 dag mąki krupczatki,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
tłuszcz i bułka tarta do formy.

Krem:
15 dag miękkiego masła dobrej jakości,
5 dag cukru pudru,
odrobina soku z cytryny (ewentualnie – ok. 2-3 łyżeczki),
250 ml kwaśnej, bardzo gęstej śmietany.

Polewa:
6 dag margaryny,
3 łyżki cukru,
3 łyżki wody,
2 łyżki ciemnego kakao.

Tortownicę o średnicy ok. 24 cm natłuścić i wysypać bułką tartą. Odkąd mam kwadratową formę o boku 20 cm, robię w niej, wykładając jej wnętrze pergaminem.
Kakao wymieszać z gorącą wodą na papkę. Gdyby wody było mało, dolać odrobinę. Mąkę przesiać i wymieszać z proszkiem do pieczenia.. Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę.
W misce utrzeć masło lub margarynę z cukrem pudrem na krem. Dodawać po jednym żółtka – za każdym razem dobrze rozcierając. Dodać przestudzone kakao i dokładnie wymieszać. Stopniowo dodawać mąkę z proszkiem do pieczenia, a na końcu delikatnie wmieszać pianę z białek. Ciasto przełożyć do formy, wygładzić powierzchnię i wsadzić do nagrzanego do 180°C piekarnika na 25-30 minut. Koniecznie sprawdzić patyczkiem. Ostudzić zupełnie, po czym przekroić horyzontalnie na pół.

 

   Na krem utrzeć masło z cukrem pudrem i sokiem z cytryny na jednolitą masę. Dodawać po 1 łyżce śmietanę – za każdym razem rozcierając bardzo dokładnie. Gdyby krem się raczył zwarzyć – zmiksować go ręcznym blenderem, ale przy stopniowym dodawaniu śmietany, nie powinno się to zdarzyć. Gotowym kremem przełożyć ciasto, mocno dociskając górny blat i wyrównując brzegi.
Składniki polewy wrzucić do rondelka i cały czas mieszając doprowadzić do wrzenia. Gotować na małym ogniu, aż polewa zgęstnieje. Od razu polać ciasto i odłożyć do zastygnięcia. Ciocia zawsze odkładała do następnego dnia – kiedy ciasto przeszło nieco wilgotnością kremu. Wtedy Wuzetka jest najlepsza.

Ewa

 

 

  • dodano: 27 września 2011 8:40

    Jak kiedyś w komentarzu – był to tort komunijny- napisałem, że ciasto mogę zrobić każde, pod wszakże warunkiem, że cała technologia nie przekroczy 15 minut przygotowania, tak dzisiaj, po przeczytaniu wstępu oddającego wiernie niegdysiejsze klimaty domostw, a w opisie technologicznym – narastające smaki i zapachy, postanowiłem pogonić lenia i w sobotę upiekę. Będę w pokorze wykówał czynności dokładnie jak opisie i zaleceniach cioteczki Kazimiery. Zasady gotowania, pieczenia naszych babć, cioteczek były zbiorem wielopokoleniowych doświadczeń. Nikt nie zbieral przepisów NIESPRAWDZONYCH własnogębnie. No i najważniejsze! Nikomu nie przyszło do głowy – a dziś to powszechne – wzorować się na nieznanych „autorytetach”. Setki tysięcy przepisów na potrawy, wypieki i inne – pobierane z setek portali, blogow i stron w dzisiejszej rzeczywistości książki i internetu, wszechobecny neoliberalizm „róbta co chceta” doprowadziły społeczności do nadzwyczajnej wiary we własne możliwości, czyli – negując sprawdzone autorytety- stawiamy się w roli Najwyższego Autorytetu Własnego JA. Obserwowałem prze 2 lata poczynania panienki (19 – 21) w obszarze kuchni. Uwaga! Wierny opis zdarzenia gastronomicznego w formie prawie że przepisu na danie lub ciasto. Wersja I, najmniej kosztowna. – Ja dzisiaj upiekę ciasto. Mam taki świetny przepis! Mija kilka godzin, na delikatną uwagę, co z ciastem, pada odpowiedź. – Wiesz, coś dzisiaj nie mam ochoty na głupie stanie przy kuchni. Wersja II – kosztowna i bez sensu. – Ja dzisiaj piekę ciasto, mam rewelacyjny pomysł na ………coś tam! W ciągu 2 godzin, wśród trzasków garów w kuchni (drzwi obowiązkowo zamknięte jak u starych mistrzów chroniących tajemnice kuchni ) powstaje dzieło. W trakcie słuchamy przez drzwi rozmowy z komórkowca z cioteczką od ciast. Są to próby dokonania zamienników surowcowych lub zwykłe technologiczne. Efekt końcowy. Nie opiszę, powiem krótko – ptaszki gołąbki jedzą przez dwa dni pod blokowiskiem. Mógłbym tak w nieskończoność. A już nie powiem, jakie zastępy egzaltowanych licencjatek marketingu międzynarodowego albo zarządzania zasobami ludzkimi ( kiedyś to się nazywało – personalna ) epatuje na blogach brakiem pojęcia o CZYMKOLWIEK. No, przecież śpiewać kazdy może, trochę lepiej lub gorzej. Ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. A dlaczego upiekę w sobotę ?! A no dlatego że w niedziele rano wraca mi żona z wczasów, a chciałbym by spróbowała wz- ki. Trochę mam opór przed margaryną. Ale wiem że to prawda. Terminowałem u cukiernika, Marysia Webera z Poznania. Wiem coś o polewach. Najlepsze wychodzą na czystym łoju wołowym.

    autor zbyszekusowski

  • dodano: 27 września 2011 17:23

    🙂 Cha cha cha… No dobra – na szczęście znam niewiele osób, które więcej wyczytanych mądrości posiadają, niż praktyki mają. Niby mądrość nie przeszkadza, tylko właśnie – czasami nijak się ma do tematu. A propos polewy… ba! Słowo daję, że i ja do margaryny mam stosunek… trochę nie tego. Zawsze piszę masła lub margaryny – dając do wyboru. Ale są dwie rzeczy, gdzie wsadzam w ciemno dobrą moim zdaniem (też przekaz Cioci – tylko Palma z Murzynkiem) i produkowaną nadal margarynę. To ta polewa – dawałam dwukrotnie masło i nie o smak mi tu chodzi (tu zawsze masło wygra), a o wygląd, który jest niespecjalny. Wróciłam do przepisu. Drugim przypadkiem jest Arabskie ciasto miodowe, gdzie na samym początku (na etapie prób i błędów) dane masło wstrętnie się przypaliło i wierzch – obłędny w samej rzeczy – był gorzki i niesmaczny. Myślę, że najlepszym wyjściem z sytuacji może być zrobiona polewa ze stopionej czekolady, ale ona taka „miętka” nie będzie przez cały czas. Albo ja takiej nie umiem zrobić. Teraz wybór należy do Ciebie… 😛

    autor Ewa

  • dodano: 13 lutego 2012 20:49

    nie wiem dlaczego, ale nie udaje mi się dodać nigdy komentarza. A nie, raz mi się udało i już myślałam że tak zostanie. Niestety 🙁 Ewuniu, zagladam do Ciebie od zawsze i na zawsze i bardzo mi przykro, że nijak nie mogę nic napisać

    autor Krystyna9 https://krystyna9.livejournal.com/

  • dodano: 13 lutego 2012 20:51

    Hip hip hurrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrra Udało się. Koniecznie muszę tę wuzetkę wypróbować. Mam taki sam przepis od mojej siostry. Piekła taką jak ja jeszcze byłam małolatą i zielonego pojęcia o kuchni nie miałam. A ta wuzetka baaaaaardzo mi smakowała

    autor openidţKrystyna9 https://krystyna9.livejournal.com/

  • Krysiu, ja dawno komentarz przeczytałam, ale miałam problemy (nie logowałam się na obcym kompie tutaj). Bardzo się cieszę, że Ci się udało skrobnąć kilka słów, bo zawsze coś miłego napiszesz :). A czy wiesz, że ja mam ten sam problem u Ciebie… Mam próbować dalej? Naprawdę kilka razy zmagałam się i kiedyś odpuściłam – ostatnim razem coś koło świąt. Wygrał net. Ale też staram się być na bieżąco, co powoduje coraz większe kompleksy ;P.

    autor Ewa

  • Już w sobotę upiekę to cudo, będzie to mój wuzetkowy debiut. Zachęcona pomysłem na krem z kwaśną śmietaną, bez ubijania kremówki, postanowiłam spełnić marzenie mojego męża i uczcić swoje imieniny. Aby jednak zaznaczyć mój sentyment do wiśni w wuzetkach, polewę zastąpię czekowiśnią i całość obsypię w. kokosowymi lub siekanymi orzechami. Będzie to troszkę przeładowana wersja tego super ciasta, ale chyba smaczna. I o to chodzi w mojej kuchnio – cukierni.Łasuchy muszą być zadowolone a ich łakomstwo zaspokojone. Dziękuję za pomysł. Postaram się go nie popsuć.

    autor Luka27

  • Luka 27 bardzo dużo radości mi sprawiłaś tym, że zrobiłaś. I Ciocia się ucieszy :). I przecież dobra czekolada nie jest zła, a nawet dużo lepsza. Dziękuję.

    autor Ewa

  • Proszę podziękować Cioci, Pani Kazimierze za super przepis na cudowne ciasto. Nigdy nie piekłam wuzetki, ponieważ zniechęcało mnie ubijanie śmietany. Nie umiem ubijać i nie lubię mas z bitą śmietaną. Ta masa z kwaśną śmietaną jest idealna, już na zawsze pozostanie w moim kajecie z przepisami. A mąż jaki zadowolony, wreszcie ma wuzetkę na zawołanie, we własnym domu. Pełnia szczęścia. Jeszcze raz dziękuję.

    autor Luka27

  • Mam pytanie czy można do tej masy dodać kakao lub rozpuszczoną czekoladę

    autor Henia

  • Pani Heniu zrobienie czekoladowego kremu z pewnością jest możliwe, chociaż dla mnie właśnie ten jest trafem w dziesiątkę – ze względu na lekkość własną kremu i lekki orzeźwiający smak. Dlatego nie próbowałam robić innego. Wydaje mi się, że roztarcie rozpuszczonej czekolady czy też kakao z masłem na samym wstępie, a potem stopniowy dodatek śmietany, w niczym nie powinien naruszyć struktury kremu. Cytryna wtedy z pewnością nie będzie potrzebna. Ja jednak gorąco polecam oryginalny krem.

    autor Ewa

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *