Muffiny toffi z jabłkami Jamesa Martina

   Zdążyłam je zrobić dwukrotnie i za każdym razem wprawiały nas w zachwyt. Muffiny rzeczywiście mają to coś w sobie, co nas zachwyca – niezależnie z czym one są.
   Zdążyłam, tu muszę powiedzieć – niestety – wykupić wszystkie toffi w moim sklepie na dole, i teraz szukam od dłuższego czasu we wszystkich sklepach w okolicy, niezależnie czy jest to market, czy zwykły sklepik, których coraz to mniej… Nie ma. Zapadły się pod ziemię, tak jak chwilę temu irysy. Nie ma i zrób im coś. Tragedia. Teraz to już ogromna. Te cukierki, które kupiłam były czekoladowe, ale przyznaję, że o czekoladowych przepisując przepis myślałam. Może sugestia – bo takie a nie inne widziałam w moim sklepie codziennym. Może tak być. Tylko teraz szukam wszystko jedno jakich.
   Nie zdążyłam się z Wami podzielić przepisem wcześniej, bo padł mi komputer. Na szczęście te zdjęcia do dnia dzisiejszego czekały w aparacie, ale program do obróbki zdjęć też diabli wzięli. Na szczęście znów tylko program, bo jak już wspomniałam zdjęcia wszystkie zostały odzyskane. Program można wgrać z powrotem, co widać na załączonym obrazku. Nadrabiam też zaległości i szybko podaję recepturę na coś, co warto zrobić, bo jest fantastyczne. Najfantastyczniejsze jeszcze ciepłe, choć ciężko się rozbiera z koszulek. Trudno – tradycyjnie coś za coś. A że papilotkami warto wyłożyć foremki w tym wypadku piszę… Nawet nie warto. Trzeba. Roztapiający się fantastyczny karmel pozwoli bez uszkodzeń wyjąć całość. Myje się szybciej, pomimo iż zawsze coś tam wycieknie. Ale można na chwilkę zalać wodą i samo się rozpuści.
   Jeszcze jedna uwaga. W przepisie jest 20 dag toffi. Po pokrojeniu tejże ilości stwierdziłam, że trochę dużo tego jest… no ale w końcu doświadczenia nie miałam. Rozłożyłam do foremek i zostałam z 4 dekagramami w miseczce. A ponieważ kupiłam hurtem całą resztkę toffi w ilości 30 dag (noo… odrobinkę brakowało), stwierdziłam, że na dobrą sprawę, będzie właśnie druga tura. Nie wiedząc, że nastąpi ona na drugi dzień, a mnie przyjdzie zaglądać na półki sklepowe w poszukiwaniu cukierków. Proszę użyć takiej ilości, jaka Wam pasuje. A polecam gorąco, bo są rewelacyjne.

Źródło: James Martin w programie „Sweet Baby James”.

 

muffinki z toffi (2).JPG

 

Muffiny Toffi z Jabłkami Jamesa Martina
12 sztuk

    2 jajka,
    8 dag cukru,
240 ml mleka,
  10 dag stopionego masła (lub margaryny),
  30 dag mąki,
    2 łyżeczki proszku do pieczenia,
      duża szczypta soli,
      szczypta cynamonu,
    2 jabłka,
  20 dag toffi (fantastycznie wyglądają czekoladowe).

   Nagrzać piekarnik do 190°C. Foremki do muffinek wyłożyć papierowymi papilotkami.
Cukierki pokroić na małe kawałki (te, z którymi opornie mi szło bo jakieś twardsze były – roztłukłam w moździerzu). Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w małą kostkę.
   Jajka rozbełtać z cukrem, mlekiem i stopionym masłem w dużej misce. Osobno wymieszać przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon. Wsypać do jajek i wymieszać byle jak. Dodać jabłka i jeszcze raz lekko wymieszać.
   Rozłożyć ciasto do papilotek do połowy wysokości. Posypać kawałkami toffi i przykryć resztą ciasta. Piec 30-35 minut na złoty kolor.

 

muffinki z toffi (1).JPG

Ewa

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *