Zraz na raz

   Już dawno przestałamprosić panie w sklepach mięsnych o pokrojenie mięsa w plastry na miejscu. To,co odwijałam w domu… nadawało się z reguły na gulasz. Nic więcej. Plastry różnej wielkości i różnej grubości, niejednokrotnie z dziurami niszczącymi piękną strukturę – gdzie tu logika? Więc aby nie rzucać mięsem, od lat kupujemy(no dobra… mięso z reguły kupuje Małż) piękny kawałek wołowiny (wcale nie zrazówka tylko udziec), wycinam zniego sama plastry – takie jakie chcę. A resztki do zamrażalnika na gulaszwłaśnie lub inne ragoût. Idealne rozwiązanie. No chyba, że kupuje się mięso u rzeźnika lub w sklepach, gdzie obsłudze nie zależy jedynie na sprzedaży.
   Dzisiaj dwie rzeczy z tego samego rodzaju mięsa, ale smakujące zupełnie inaczej. Zrazy z grzybami popadły w zapomnienie na kilka lat… przez grzyby właśnie. Zwykła posucha. Ja co prawda grzybów nie zbieram – bo się na nich niespecjalnie znam – ale bazuję na grzybach od Przyjaciół. Z prawdziwą przyjemnością odświeżyłam dawny przepis.
   Zrazy z warzywami to moja nowa wariacja.  Mam taką zasadę, że  nim podzielę się nowym przepisem własnym, to staram się go kilka razy wypróbować. Czy aby jestem pewna, że wszystko ok?  Że i za drugim, czy też trzecim razem wszystkim będzie smakowało. Jest ok.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *