Z wizytą u Mouni…

   Ach jak ja lubię takie wizyty!!! Człowiek wychodzi bogatszy w doświadczenia, smaki i zapachy. Do Mouni wrócę z pewnością nie raz i nie dwa… Na Jej stronce jest wiele interesujących mnie rzeczy – począwszy od pieczywa właśnie, a na tych algierskich przysmakach skończywszy. Chciałabym powiedzieć, że to zdecydowanie jedna z moich ulubionych… I próbuję jakoś Mouni dorównać. Maszyna do chleba mi w tym bardzo pomaga, i jeśli ktoś takową ma… niech chociaż raz spróbuje.
   Zarówno chleb, jak i brioszę zdążyłam zrobić po kilka razy. Z brioszą to w ogóle niezłe zamieszanie – 3 dni pod rząd z tej podwójnej ilości. Aż się dziateczki zapchały po uszy, co nie znaczy, że im się znudziło. O nie!!! Jest mała poprawka własna, a właściwie dwie. W przepisie podstawowym są 2 jajka na połowę porcji, i z takiej ilości podwojonej robiłam na początku. Ale… ciasto było raczej płynne i ciężko było jakkolwiek je uformować po wyrośnięciu. Niemniej jednak jednak trochę mąki do podsypania i się dało. Leciutka bułeczka… Za trzecim razem wzięłam jajco jedno z 4 do posmarowania, i… to właśnie to. Ciasto bez podsypywania daje się formować doskonale. Leciutka bułeczka wychodzi nadal… Druga zmiana to sól – w ilości pół łyżeczki do kawy dla połowy porcji. Daję dużą szczyptę, jak o niej nie zapomnę… Reszta bez zmian – dla dziatek z czekoladą (za drugim razem w środku też – podobno rewelka), a dla nas bez.
   Chlebuś jest piękny. Chlebuś jest pyszny. Chlebuś jest pachnący. I… chlebuś jest niesamowicie maślany. Nie wymaga specjalnej troski i specjalnych nakładów, a robi ogromne wrażenie. Nie wiem co jeszcze mogę o nim powiedzieć? To, że nazwa mówi sama za siebie? O tak!!! Jest wspaniały (magnifique) czy też przepyszny (magnifique). Wybierzcie sobie sami :D!!!

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *