Skupmy się na adżice

   Adżika… Chyba znam jej historię od samego początku. Niestety sporo czasu minęło, nim ją zrobiłam. Niestety… bo tyle dobra uciekło. Powiem jeszcze tak, że gdyby nie Mika, to pewnie do dziś nie znałabym jej smaku. Zaczęło się najprościej w świecie. Marinik się wziął i zrobił. I mówi – jaka fajna rzecz. A jaka prosta… Skoro tak mówi, to Mika też się wzięła. I mówi to samo. A ja? Leń skończony! Podesłano mi pod nos. Paczką. W słoiku. W dwóch słoikach, ale w tym drugim był najpyszniejszy sos śliwkowy pod słońcem. Sos Miki. Oba sosy Miki, choć jeden Marinika. Strasznie to skomplikowane się zrobiło. Ale najważniejszą rzeczą było to, że skosztowałam. Ale pycha… Szybko się skończył. Minął niemalże rok. I Mika nagle – Ewa!!! Czas na adżikę!!! A skoro czas, to trzeba było zakasać rękawy. Tylko… dlaczego tak szybko się kończy?
   Może dlatego, że dodawać ją można i do zup – zaostrzy jej smak. Zupa gulasz jest przykładem doskonałym. Do sosu do pizzy… do majonezu… do różnych dań w ogóle. Mika robi tort naleśnikowy na ostro wykorzustując ją jako jeden ze składników. A ja… A ja polecam zrobienie. Bo będę miała kilka dań, w których adżika odegra swoją rolę.
   A propos adżiki – śledzie, które zrobiła Mika. Te na zdjęciu to z adżiką z paczki. Mika je zrobiła i nim gdziekolwiek podała, to dokładnie powiedziała co i jak. Tu nawet chwili się nie zatanawiałam. Jeśli lubicie śledzie wcale nie łagodne – macie przepis na nie. Podany na tacy.
   A propos śledzi – jeśli lubicie śledzie z lekką nutką słodyczy – polecam śledzie Marinika. Ciężko jest mi wcisnąć nowy rodzaj śledzi w domu, to tych które od lat obowiązują. Bo jak coś nowego zaproponuję, to usłyszę – a ja zjadłbym tak albo tak… Teraz repertuar jest trochę większy – bo prócz tak albo tak jest jeszcze tak i tak. W zależności od nastroju i potrzeb.

Marinik… życie bez adżiki byłoby jakieś takie…

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *