Rogalika?

   Dzisiaj witam słodko. Nie chlebem i solą, a… rogalikiem. I żeby było trudniej – oczywiście do wyboru. A wybór rzeczywiście nie jest prosty.
   Rogaliki z powidłami są fantastyczne. To moje pierwsze ciasto drożdżowe, które w trakcie robienia ewaluowało. No bo jak to zwykle bywa, gdy ma się jakieś błahe pojęcie o czymś. I chociaż te pierwsze również smakowały, to nie wiem już dzisiaj, na ile sama radość ze stworzenia własnymi „ręcyma” miała na to wpływ. Jedno jest pewne – to chyba najczęściej robione przeze mnie rogaliki. Nic dodać, nic ująć. No może poza nadzieniem. Powidła wiśniowe robię sama, więc ich zapas zużywam jedynie do tychże rogalików. Nie widzę jednak żadnego powodu, aby nie użyć tutaj innego dżemu. Raczej zwartego jednak. Rogaliki można też posmarować nie żółtkiem, a białkiem. W zasadzie często mam „wolne” białka w lodówce, więc bez szemrania ich używam do tego celu. Różnicy nie ma prawie wcale – a w smaku na pewno. Blachę wysypuję mąką, bo czasami zdarzy się, że powidło wycieknie gdzieś bokiem – i wtedy łatwiej jest tą blachę umyć. I jeżeli użyjecie dżemu, to tak właśnie polecam.
   Rogaliki Lukrezii… Dlaczego Lukrezii? To była potrzeba chwili. Myślę, że nazwa swobodnie może pozostać ta sama. Rogaliki są bardzo puszyste. Idealnie nadają się na śniadanie lub lekki podwieczorek. Przy herbatce… Do tych pustych świetnie pasuje konfitura.
   Oba rodzaje rogalików można mrozić. Jeśli potrzebuję na jakieś spotkanie w większym gronie – gdzie liczy się czas spędzony w kuchni – wykorzystuję wolne miejsce w zamrażalniku. Układam je zamrożone na blasze, przykrywam lekko folią aluminiową i wsadzam do piekarnika, po czym ustawiam temperaturę na 180 stopni i włączam piekarnik. Jak się nagrzeje to znak… że czas wyjąć.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *