Jak w cukierni

   Takie nic… a cieszy. Kto nie lubi tych małych drobiazgów na jeden kęs? Tak różnorodnych, tak fantazyjnych, tak apetycznych? Kiedyś robiłam w ilościach ogromnych, o różnych kształtach i charakterze, po czym wsadzałam do wielkiego szklanego słoja i stawiałam na komódce. Przychodzili goście i się częstowali… Ja zaś cieszyłam się jak dziecko. Zarówno przy pieczeniu, jak i przy ich znikaniu. A znikają błyskiem…
   Pomyślałam, że w związku z nadchodzącym czasem, może kilka wersji ciasteczek? A nuż ktoś coś zrobi? Polecam pachnące cynamonem ciasteczka – pod warunkiem wszak, że lubimy cynamon. I choć nie są to u nas ciasteczka odświętne (jak każde ciasteczka zresztą), to jednak do tych Świąt pasują znakomicie. Ciasteczka ze Shrewsbury wrzucam specjalnie dla Miki. Sama się śmieje, że u niej to już hurtowa produkcja. Bo to już znane ciasteczką są…

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


1 thought on “Jak w cukierni”

  • Owszem, produkcja iście hurtowa, bo jak nazwać wypiek z trzech porcji!!!Zaręczam jednak i słowo daję, są przepyszne, jedyne w swoim rodzaju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *