Ja pierniczę…

   …czasami trzy po trzy, ale dziś nie tak. Dziś na poważnie. Dziś na słodko. Dziś świątecznie. Przecież żadne inne Święta tak się z piernikami nie kojarzą. Czy już czas? Niekoniecznie. Te moje pierniczki nie muszą leżakować – są dobre tuż po upieczeniu. Chociaż… na drugi dzień deczko zyskują. Nie ma różnicy w dniu trzecim. Do czwartego nie doczekały jeszcze… Nie polecam lukrowania, ani też oblewania czekoladą – robią się za słodkie. Taka mała glazura, jaką są pokryte jest wystarczająca. A przy tym naprawdę ładnie wyglądają. I pachną… Tak pachną…
Dlaczego Kotanyi?  Ha!  Może być każda inna przyprawa – proszę spojrzeć ile danej potrzeba na 50 dag mąki i będzie po sprawie. Ale… po przetestowaniu kilku mieszanek różnych firm – ta mi odpowiada zdecydowanie najbardziej. Pozwoliłam więc sobie na użycie nazwy firmy.
   Tort specjalnie dla znajomych mi Jubilatów (nie jest to jedna, ani też jeden…). Czas ucieka, chociaż wcale tego po żadnym z nich nie widać. Z życzeniami więc Stu lat – pełnych dobrych niespodzianek. Bo każdy lubi dobre niespodzianki. Co poniektórym na dodatek życząc… smacznego. W razie wątpliwości – pytać proszę ;). W razie wpadki – opierniczać!!!

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *